Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 06. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 06. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2015

Rozdział 6

Muzyka: Ludzie pomagajcie ludziom.

Zamknęłam drzwi od domu i ruszyłam na przyjęcie urodzinowe Ashley. W weekend razem z Maggie i Diego’iem pojechaliśmy na zakupy i kupiliśmy małej prezenty. Staraliśmy się kupić różnorodne rzeczy, aby nie dostała tego samego. Maggie zadbała o jej urodę i kupiła mnóstwo spinek, gumek i kosmetyków do makijażu dla dzieci. Nie obyło się też bez srebrnych kolczyków w kształcie stokrotek. Diego postawił na zabawki. Miniaturowa stajnia z kucykami powinna ją zadowolić. Ja wybrałam coś kreatywnego. Kupiłam kilka kolorowanek różnego typu, zestaw kredek i pędzli oraz małą sztalugę. Wszyscy mieliśmy zjawić się w domu chłopaka przed 16, aby pomóc w przygotowaniach. Szybko pokonałam drogę dzielącą nasze domu i zapukałam do drzwi. Otworzyła jego mama.
-Witaj Evelin. Wejdź, bardzo proszę. Dziękuję, że przyszłaś.- mówiła tuląc mnie do siebie, po czym pozwoliła wejść.
-Nie ma za co. Cała przyjemność po mojej stronie.- powiedziałam.- A gdzie nasza jubilatka?- zapytałam radośnie.
-Tu jestem!- wybiegła z pokoju. Powiesiłam kurtkę i podeszłam do niej z paczką. Przyklęknęłam obok niej.
-Słoneczko, w dniu twoich urodzin życzę ci samych miłych chwil. Żebyś nie musiała się niczym martwić, zawsze miała ten swój uroczy uśmiech na twarzy. Aby wszystkie twoje małe i duże marzenia spełniły się jak najszybciej. Żebyś była grzeczna, słuchała się mamusi i braciszka oraz szanowała to, co masz.- uścisnęłam ją. Ashley wzięła prezent i razem z młodszą siostrzyczką pobiegły go obejrzeć. Udałam się do małej kuchni.
-Mogłabyś nakryć do stołu?- zapytała mnie kobieta, gdy tylko się pojawiłam. Wzięłam przygotowane talerze.
-Właściwie, to gdzie jest Diego i Maggie? Mieliśmy spotkać się o tej samej godzinie, a coś ich nie widzę.- odparłam.
-Pojechali po przekąski, bo ja kompletnie o nich zapomniałam.- wytłumaczyła się. Odebrałam od niej sztućce. Z całym zestawem wróciłam do salonu. Przy stole siedziały już siostry Diego’a. Zaczęły coś do siebie szeptać.
-Evelin, a masz chłopaka?- zapytała ta młodsza, Stella. Ashley zakryła rączką buzię, abym nie zobaczyła, że się śmieje.
-Nie mam. Teraz dużo czasu poświęcam nauce, aby dostać się na dobrą uczelnię. Nie potrafiłabym mieć chłopaka i jednocześnie się uczyć. Wtedy myślami byłabym ciągle przy nim.- powiedziałam im układając zastawę stołową.
-A całowałaś się już kiedyś?- zapytały chórkiem z uśmiechem. Obie są takie słodkie, chciałabym mieć chociaż jedną.
-Skoro nie mam chłopka, to też się nie całowałam. To chyba logiczne.- odparłam. Obie spojrzały na siebie.
-Evelin, a co to dla ciebie jest miłość?- takiego pytania nie spodziewałam się z ust trzyletniej dziewczynki.
-Wiesz, miłość nie ma swojej regułki. Każdy postrzega ją inaczej. Jest to jakiś stan. Ja wolę wersję, że miłość jest wtedy, gdy zapominasz o własnych potrzebach i przestajesz racjonalnie myśleć. Najważniejsze staje się dobro drugiego człowieka.- powiedziałam po krótkim przemyśleniu. Obie dopiero poznają świat, więc mają pełno pytań.
-Dzień dobry!- wykrzyknął Diego w drzwiach. Za nim stała niezbyt zadowolona Maggie. Wcisnęła się i podbiegła do mnie, żeby mnie przytulić. Nie przeszkodziły jej w tym liczne reklamówki. Uścisnęłam dziewczynę i to samo zrobiłam z przyjacielem. Pomogłam im zabrać kilka siatek i napełnić miski jedzeniem. Diego wpakował garść żelek do buzi tak, żeby nie zauważyła tego jego mama. Udało mu się i posłał nam uśmiech. Zachowywał się jak dziecko.
-Słuchajcie, przed 18 będę musiała wyjść do pracy. Zajmiecie się dzieciakami?- zapytała kobieta. Wszyscy pokiwaliśmy twierdząco głowami. Niedługo później pojawili się goście. Maggie weszła do salonu z tortem i Ashley zdmuchnęła świeczki. W tej samej chwili przyszedł  spóźniony klaun. Nie tylko dzieciom sprawił radość. Żeby było sprawniej, pomogliśmy kroić ciasto i rozdawaliśmy talerzyki każdemu. Następnie razem usiedliśmy do stołu.
-Co robisz?- prawie wykrzyknęła blondynka, gdy Diego umazał jej nos tortem. Nie pozostała mu dłużna i cały jego kawałek wylądował mu na twarzy. Zaczęliśmy się śmiać. Teraz mieliśmy nie jednego, a dwóch klaunów.
-Jak chcesz, to możesz mi go zlizać z twarzy.- powiedział do Mag cały brudny. Mama posłała mu srogie spojrzenie.
-Jeśli już zjedliście, to możemy się w coś pobawić.- powiedziałam, gdy ten zmywał z siebie bitą śmietanę. Cody przyniósł kartonowego osiołka i zaczął zawiązywać oczy przepaską dzieciom. Razem staraliśmy się nakierowywać je tak, aby przyczepiły zwierzakowi zgubiony ogonek. Niestety nikomu się nie udało. Słaby z nas GPS.
-Ja już będę szła. Miłej zabawy.- pożegnała się pani domu i poszła do pracy. Po jej wyjściu Diego włączył stare piosenki naszego dzieciństwa i zaczął tańczyć jak wariat. Dwie dziewczynki nie chciały zostawić naszego klauna w spokoju i wszędzie za nim chodziły. Skakały po nim w rytm muzyki i miały z tego niezła frajdę.
-Nie wyżywajcie się tak na naszym gościu specjalnym.- starałam się pomóc bratu, który widocznie nie dawał sobie rady. Posłuchały się i chwilowo dały mu spokój. Stella ubłagała Diego’a, żeby wziął ją na barana i teraz razem wygłupiali się na ‘parkiecie’. Maggie dała się namówić na taniec z uroczym blond włosem  chłopaczkiem.
-Evelin, a ty byś tak nie chciała?- zapytał mnie Cody wskazując na Diego’a. Pokiwałam przecząco, ale to go nie powstrzymało. Chwycił mnie w pasie i usadowił na swoich barkach. Nie było to przemyślane posunięcie, bo gdy się wyprostowałam, uderzyłam głową w sufit. Brat szybko postawił mnie na podłodze i wyszeptał: „Przepraszam”.
-Chodźmy do kuchni, to przyłożę ci jakieś martwe, zamrożone zwierzę, żebyś nie miała guza.- odparł Diego i tak zrobiliśmy. Usiadłam na krześle, a on wyciągnął lód z zamrażarki i przyłożył mi go do tyłu głowy. Zaśmiał się.
-Cody chciał bawić się jak ty ze Stellą.- wytłumaczyłam to małe zamieszanie. Musieliśmy wyglądać komicznie.
-Wszystko okey? Może uda nam się pozbyć guza. Do wesela powinno się zagoić.- powiedział ze śmiechem.
-No to mamy jeszcze sporo czasu.- zażartowałam.- Wytłumacz mi te podchody do Maggie.- nie wywinie mi się.
-Jakie podchody? My się tylko przyjaźnimy, nie wmawiaj sobie za wiele.- pogroził mi palcem.
-Przecież widzę, że coś jest na rzeczy. Ze mną inaczej rozmawiasz, nie ukryjesz tego.- zmierzyłam go wzrokiem.
-Nie bądź taka zazdrosna.- rzekł, po czym pocałował mnie w rękę. Klęczał teraz naprzeciw mnie ze szklanką soku.
-Nie jestem.- powiedziałam czochrając go jedną ręką po włosach, a drugą przytrzymując lód. Wtedy przyszła Mag.
-Moglibyście mi pomóc? Mój mały partner zaatakował klauna i nie możemy go powstrzymać.- odparła patrząc na nas. Oboje poderwaliśmy się i poszliśmy zobaczyć co się dzieje. Rzeczywiście, blondynek chwycił pełną butelkę i okładał nią Cody’ego. A ten zamiast mu ją zabrać, tylko zasłaniał się przed ciosami. Musieliśmy wkroczyć do akcji.
-Hej, nie bij mnie już.- powtarzał mój brat. Diego wyrwał chłopakowi butelkę z ręki i przeniósł go kawałek dalej.
-Co ty wyprawiasz? Masz natychmiast przeprosić klauna.- rozkazał mu, a ten chamsko plunął mu w twarz.
-Tak się nie robi!- wykrzyknęła Ashley.- Zadzwońmy po jego mamę i niech go zabierze.- broniła brata.
-Nie chciałem tego robić.- powiedział Diego. Na komodzie leżały numery do rodziców gości. Wykonał telefon i kobieta miała zjawić się za kilka minut. Rozbójnik zaczął się ubierać z rozzłoszczoną miną.
-Bardzo was przepraszam za syna. Mówiłam, że ma być grzeczny.- powiedziała jego mama, gdy przyjechała.
-To nic takiego. Dowidzenia.- mieliśmy już spokój. Do Cody’ego zadzwonił telefon. Rozmawiał chwilę.
-Słuchajcie, mogę się już zmywać?- zapytał, gdy skończył. Pozwoliliśmy mu ze względu na to, jaki był poszkodowany. Nawet nie zdjął stroju, tylko od razu wyszedł z imprezy. Nie mieliśmy już co robić, więc usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy obżerać się przekąskami. Diego wziął sobie całą paczkę paluszków i wpakował ją do buzi.
-Hej, nie zjedz wszystkich. Nie jesteś tu sam.- skarciła go jubilatka. Chłopak wystawił jej język. Do mnie przyszła mała Stella i podała mi kilka żelków. Wzięłam ją na kolana i jadłyśmy dalej razem. Pogłaskałam ją po jasnych włoskach. To takie słodkie dziecko. Szkoda, że wychowuje się bez ojca. Miałaby wtedy łatwiej. Inaczej dorasta dziecko z dwojgiem rodziców. Dobrze, że Diego opiekuje się nimi i stara się zastąpić tatę, chociaż to trudne. Nasze imprezowanie przerwało pukanie do drzwi. Chłopak podniósł się, żeby otworzyć. Nie minęła chwila, jak wrócił.
-To do ciebie Evelin.- powiedział po powrocie. Posadziłam Stellę na krześle i ruszyłam w jego stronę.
-Kto to?- zapytałam, ale nie usłyszałam odpowiedzi. Na korytarzu stał Mark. Trochę zaskoczył mnie jego widok.
-Możemy chwilę pogadać na osobności?- zapytał. Wydawał się poważny, więc nie miałam powodu, by odmówić.
-Wychodzę na chwilę!- krzyknęłam do znajomych. Sięgnęłam po kurtkę i nałożyłam ją na siebie.
-Na pewno wrócisz?- podbiegła do mnie Stella. Zapięłam zamek błyskawiczny i przyklękłam obok niej.
-Tak kochana. Daj mi chwilkę i zaraz będę z powrotem.- uspokoiłam ją i mała pobiegła do salonu. Mark uważnie mi się przyglądał. Gdy byłam gotowa, otworzył drzwi i pozwolił mi wyjść pierwszej. Stanęliśmy na pustym ganku.
-Po co przyszedłeś i skąd wiedziałeś, że tu jestem?- zapytałam od razu. Ten podrapał się po tyle głowy.
-Chciałem pogadać, a zobaczyłem cię w oknie, więc zapukałem.- powiedział po krótkim namyśle.
-Mogłeś poczekać do jutro, to złapałbyś mnie w szkole i zaoszczędziłbyś czas.- odparłam. Ten się uśmiechnął.
-Nie wytrzymałbym tyle.- mówił zbliżając się do mnie. Gdy przybliżył rękę do mojego policzka, nie wytrzymałam.
-Zostaw mnie.- zaprotestowałam. Musiałam go tym zdenerwować, ale mam prawo do prywatności.
-Dlaczego jesteś taka niedostępna i uparta? Nie pozwalasz się nawet do siebie zbliżyć!- mówił zdenerwowany.
-Mam do tego całkowite prawo.- próbowałam się wytłumaczyć. Doprowadziło go to tylko do uśmiechu.
-A no tak. Zapomniałem, że nie jesteś taka puszczalska jak Maggie.- tego było za wiele. Nie pozwolę no to.
-Słuchaj, nie będziesz tak mówił o mojej przyjaciółce. Nie znasz jej i nie możesz jej obrażać.- powiedziałam.
-Sama wiesz, że mogłaby się przespać z każdym, jeśli byłby z tego jakiś pożytek.- nie chciałam tego słuchać, więc wróciłam do domu i trzasnęłam drzwiami. Zrobiło mi się trochę przykro. Nikt nie mógł tak mówić o Maggie. Jest jaka jest, ale na pewno się nie puszcza, jeśli o to mu chodziło. Postanowiłam zostać chwilę na korytarzu i uspokoić się. Nie miałam zamiaru zepsuć małej urodzin przez niewyparzony język Mark’a. Powiesiłam kurtkę.
-Czego on chciał?- zapytała Maggie, gdy weszłam do salonu. Dochodziła 19, więc impreza zaraz się skończy.
-Niczego ważnego, powinien zaraz odjechać.- starałam się mówić przekonująco. Zajęłam swoje poprzednie miejsce, a Stella automatycznie wskoczyła mi na kolana i zaczęła bawić się pluszowym misiem i lalką Barbie.
-Za chwilę zaczną schodzić się rodzice i zabierać dzieci. Nie musicie zostawać, sam posprzątam.- odparł Diego.
-Daj spokój. W trójkę pójdzie nam szybciej.- rzekłam.- Po co masz się męczyć.- uśmiechnęłam się do niego.
-Widzę, że nie da się ciebie przekonać uparciuchu.- droczył się ze mną. Pstryknęłam go w nos, żeby się uspokoił. Po niecałych 20 minutach przyjechała pierwsza mama i zabrała swojego urwisa. W ponad pół godziny pozbyliśmy się wszystkich gości i mogliśmy zacząć porządki. Ashley zabrała Stellę i razem poszły oglądać prezenty w swoim pokoju. Ja myłam naczynia, Diego sprzątał po balonach i serpentynach, a Maggie przynosiła mi miski z jedzeniem i starała się je jakoś popakować, aby nie wyrzucać wszystkiego. Dziewczynki miałyby jeszcze trochę przekąsek na jutro. O godzinie 20 pożegnaliśmy się i każdy udał się do swojego domu. Chłopak musiał położyć siostry do łóżek, a ja byłam wykończona tym wieczorem. Marzyłam tylko o gorącej kąpieli i ułożeniu się do spania. Dobrze, że zdążyłam zrobić lekcje przed wyjściem na urodziny. Nie muszę się teraz o nie martwić.