czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział 5

Muzyka: Nie wiem czemu się boję.

Zaparkowałem auto na parkingu przed domem. Wygramoliłem się z niego i wyciągnąłem plecak z bagażnika. Wreszcie mogę zabrać się za coś pożyteczniejszego niż wspominanie historii Anglii. Wielkimi krokami przeskoczyłem schody i po upływie kilku sekund, byłem już w mieszkaniu. Nie miałem nic ciekawego do roboty, a lekcji odrabiał nie będę, więc od razu zabrałem się za przeglądanie ksiąg. Wyciągnąłem spod kanapy dziennik, w którym zapisuję wszystkie ważne dla mnie informacje i sięgnąłem po kolejną książkę w półki. Oprócz czytania każdej z nich, nie wiem co innego mógłbym robić. Ponoć odpowiedź na moje pytania jest w jednej z nich, więc się nie poddam. Usadowiłem się wygodnie i zabrałem za czytanie. Do pokoju wszedł Azibiel.
-Nie jesteś może głodny? Zrobiłem obiad.- powiedział jednocześnie mi przeszkadzając. Zerknąłem na niego.
-Nie, dzięki.- nie było co się wysilać. Gdybym był głodny, to bym przekąsił coś przed czytaniem.
-Jesteś pewien? Dopiero wróciłeś ze szkoły, znając ciebie tam również nic nie jadłeś. Musisz jeść.- odparł.
-Nie teraz!- krzyknąłem dla podkreślenia tych dwóch słów. Chłopak poddał się i wyszedł. Zachowuje się jak mój ojciec, którego nie miałem. Nie w postaci człowieka. Właściwie to nie wiem, jak to jest mieć mamę czy tatę. Nigdy nie mieszkałem z normalną rodziną. Mogę się jedynie przyglądać kilku, ale tak nie zdobędę doświadczenia. Chciałbym mieć kiedyś żonę i dzieci, ale co właściwie wtedy się robi? Muszę nauczyć się żyć jak człowiek. A przede wszystkim się nim stać. Inaczej to nie ma sensu. Chciałbym zająć się czymś innym. Porzucić te cholerne księgi i uczyć się życia. Tylko, że to mija się z celem. W takim stanie i tak nie zwrócę uwagi na szczegóły zawarte w tej księdze, więc podniosłem się i podszedłem do okna. Oparłem się o parapet. Pomimo młodej godziny na zewnątrz już zaczynało się ściemniać. Nikt nie wyłonił się z mieszkania, a na osiedlu nie było widać żywej duszy. Oprócz niej. Na dachu bloku naprzeciwko mojego siedziała młoda dziewczyna. Mogła mieć 20 lat. Miała piękne długie włosy, trochę potargane przez wiatr. Siedziała z nogami po za budynkiem, ubrana w dżinsy i sweter. Nagle tuż obok niej pojawił się mężczyzna w białej szacie, sięgającej kostek. Otoczony był jasną aurą. Widocznie wyszeptał jej coś do ucha, po czym zniknął. Dziewczyna podniosła się po chwili i otworzyła klapę, po czym wróciła do budynku. Uśmiechnąłem się pod nosem. Mężczyzna, który był obok niej dosłownie minutę, był jej Aniołem Stróżem. Dbał o nią przez 24 godziny na dobę. Najczęściej swojego Stróża dostają osoby, które mają trudne życie lub problemy ze sobą. Trzeba ich pilnować, aby nie odeszli za szybko z tego świata. Większość taki ma właśnie zamiar, a to jeszcze nie ich czas i zadaniem Stróży, jest opóźnienie ich odejścia oraz pokazanie tej piękniejszej strony życia na Ziemi. To wielka odpowiedzialność. Odszedłem od okna i usiadłem na łóżku. Chcąc czy też nie, musiałem wrócić do czytania. Chciałbym znaleźć sposób i stać się człowiekiem. Pozbyć się mocy, którą mam jeszcze z anielskich czasów, a która nie odeszła wraz ze skrzydłami. Rzadko się ona powtarza i zazwyczaj każdy Anioł ma inną. Ja jestem odporny. Najprawdopodobniej na wszystko. Nikt nie może zawładnąć moim ciałem, ani mnie zabić. Nie za pomocą ludzkich przedmiotów. Potrafię też widzieć nie tylko oczami, ale i sercem. Pewnie brzmi to dziwnie, ale chodzi o to, że pomimo upadku, nadal widzę nieludzkie istoty i mogę się z nimi kontaktować. Azibiel ma za to dar przekonywania, który na mnie nie działa oraz jasny umysł. Potrafi dostrzec podobieństwo między jakimiś sytuacjami oraz zachować się odpowiednio w każdej sytuacji. W zasadzie bycie Upadłym nie  jest takie złe. On żyje z tym bardzo długo. Wolniej się starzejemy, mamy te ‘moce’, ale to nie ułatwia życia wśród ludzi. Wyróżniamy się i musimy ukrywać swoje prawdziwe oblicze. Wiadomo, że kłamstwo ma krótkie nogi, więc wkrótce ktoś się domyśli, a wtedy nie wiem co zrobię. Chciałbym być ‘normalny’ pod każdym względem.

-Śpiochu, wstawaj.- odezwał się nagle ktoś obok nie. Musiałem zasnąć przytłoczony wszystkimi myślami. Odwróciłem głowę i zobaczyłem leżącego Billy’ego. Był on dobrym przyjacielem Azibiel’a. Nie był Upadłym.
-Cześć.- powiedziałem zaspanym głosem. Usiadłem i przeciągnąłem się, a mój gość nadal się wylegiwał.
-Niezłą masz tą kolekcję.- powiedział wskazując na biblioteczkę. Rzeczywiście trochę się tego uzbierało.
-Dzięki. Co cię do mnie sprowadza?- zapytałem, żeby nie przedłużać. Billy nie należy do chłopaków, którzy przychodzą, żeby sobie posiedzieć. Jeśli już się zjawił, to wyraźnie miał ważny powód. Zaraz się dowiem.
-Mam do ciebie prośbę.- ocho, zaczyna się.- Jako były Anioł widziałeś pewnie wiele rzeczy. Może wiesz coś o moim ojcu? W końcu kręcił się dawniej po Niebie. Musiałeś na niego wpaść lub słyszeć co o nim mówiono.- powiedział.
-Przykro mi, ale nie znałem twojego ojca. Był w innej części Nieba i tylko się mijaliśmy. Nie pamiętam, żeby coś o nim mówiono. Oprócz tego,  że zakochał się w ludzkiej córce i dość długo się jej przyglądał. Wiesz, że ponoć poczuł coś do twojej matki, gdy tylko się urodziła? Jakby wiedział, jaka będzie.- wspomniałem to, co wiedziałem.
-Musiał coś zrobić, że naraził swoje życie.- odparł. Chłopak ma ciężko. Jego ojciec- Upadły Anioł, został zamordowany przez grupkę mężczyzn. Było to kilka lat temu, z tego co wiem od mojego współlokatora.
-Gadałeś może z Azibiel’em? Jest tu dłużej niż ja.- wspomniałem mu. Chłopak odetchnął głęboko. Męczyło go to.
-On też nic nie wie. Gadaliśmy, zanim postanowiłem cię obudzić i przepytać.- zaśmiał się pod nosem.
-Słuchaj, znasz tylu ludzi. Mógłbym stwierdzić, że nawet połowę miasta. Nikt nie słyszał o tym? Pewnie mówili w telewizji czy pisali w gazetach. Wiesz, to przecież była niezła ‘sensacja’ dla prasy.- rzekłem i spojrzałem na niego.
-Pytałem tu i tam. Jedni nic nie mówią, inni nie pamiętają, a ci co go ponoć dobrze znali, nie żyją. Dziwne to. Jakby ktoś pozbył się świadków. Co prawda mam dziennik ojca, który leżał na strychu, ale nic mi to nie daje. Nie jest jasno napisane, co się działo. Chodzę całymi dniami po wspomnianych w nim miejscach i szukam ludzi, z którymi tam rozmawiał, ale to nic nie daje. Przecież nie siedzą przez 10 lat w tych samych miejscach i nie czekają na mnie z nowinami. Już powoli nie wiem co mam robić. A przecież tego nie zostawię.- skończył.
-Ty przynajmniej masz ten dziennik. Ja posiadam setki niewartych ksiąg, w których nic nie ma.- pożaliłem się.
-Właśnie, a jak twoje poszukiwania?- zapomniał na chwilę o ojcu i zaciekawił się moimi sprawami.
-Nic. Stoję w miejscu już sporo czasu. Czytam kolejną księgę, w której nic nie będzie. Nigdzie nie mogę znaleźć sposobu. W Niebie mówili, że jest opisany w Księdze Henocha, tylko że nikt nie wie, czy ona istnieje.- odparłem.
-Moim zdaniem, jeśli ktoś znalazłby sposób, to by go przetestował. Byłoby o tym głośno i pewnie bym się dowiedział, że coś takiego miało miejsce. Plotki szybko się rozchodzą.- po tych słowach wstał z mojego łóżka.
-Daj znać, jeśli coś obije ci się o uszy.- powiedziałem, gdy zaczął się oddalać w stronę drzwi. Odwrócił się.
-Zrób to samo, jeśli dowiesz się czegoś o moim ojcu. Idę jeszcze pomęczyć Azibiel’a. Trzymaj się.- pomachał mi. Kiwnąłem mu głową i położyłem się z powrotem. Sięgnąłem po leżącą na ziemi księgę i zajrzałem do niej. Jak na kogoś, kto nie lubi czytać, poświęcam temu zajęciu bardzo dużo czasu. Połowę życia na Ziemi.
-Obiecałeś mi coś ostatnim razem.- dobiegł do mnie głos Billy’ego. Już rozpoczęli swoją interesującą rozmowę.
-Powiedziałem wszystko co wiem.- zaczął się tłumaczyć Azibiel. Znowu się w coś wpakował i teraz musi uważać.
-Widzę, że coś ukrywasz. Jeszcze wrócę, więc lepiej będzie, jak sobie przypomnisz cokolwiek.- powiedział Billy i najprawdopodobniej wyszedł z domu. Chłopak ma dwa oblicza. Z jednej strony jest przyjacielski i można z nim pogadać. Jednak jeśli chodzi o interesy, to robi się groźnie. Zawsze chce coś w zamian za informacje, których udziela. Znudziło mi się siedzenie samemu, więc udałem się do kuchni, gdzie znajdował się mój kolega.
-Perfekcyjna Pani Domu.- powiedziałem, gdy zobaczyłem go zmywającego naczynia. Chłopak zaśmiał się.
-Mógłbyś mi czasami pomóc. Nie zapominaj, że też tu mieszkasz, więc mógłbyś coś zrobić.- upomniał mnie.
-Obiecuję, że w sobotę w wolnej chwili odkurzę całe nasze mieszkanie.- powiedziałem opierając się o futrynę.
-Ta chwila nigdy nie nastąpi.- odrzekł.- Nie chcesz czegoś zjeść?- mówił układając czyste naczynia na suszarce.
-Dzięki, że mi przypomniałeś.- powiedziałem, po czym udałem się na korytarz i założyłem buty i kurtkę.
-Gdzie się wybierasz?- zapytał Azibiel, wyglądając z kuchni. Chwyciłem pieniądze, które leżały na komodzie.
-Porządnie się najeść.- odparłem i wyszedłem. Zbiegłem po schodach i dla odmiany wsiadłem na motocykl. Ruszyłem w stronę centrum handlowego. W jego okolicy pełno jest przydrożnych barów. Mają tam bardzo dobre jedzenie. Najczęściej w formie fast foodów, ale właśnie na coś tego typu miałem ochotę. Tak się zamyśliłem, że po raz kolejny przejechałem na czerwonym świetle. Zatrzymałem się pod najbliższym pustym lokalem. Zsiadłem z motocykla i wszedłem do środka. Byłem jedynym klientem, więc usiadłem przy barze. Po chwili przyszedł właściciel.
-Średniego kebaba z podwójnym mięsem.- złożyłem zamówienie. Grubawy mężczyzna zabrał się za przyrządzenie go. Nie śpieszyło mi się, więc w spokoju przyglądałem się powstawaniu mojej kolacji. Położyłem pieniądze na ladzie i z zamówieniem wyszedłem z lokalu. Na stojąco więcej wejdzie, więc oparłem się o motocykl i zacząłem jeść. Przy okazji oglądałem przejeżdżające samochody. Było już kompletnie ciemno. Na niebie świeciło stado gwiazd. Kiedyś inaczej patrzyłem na świat. Można powiedzieć, że miałem inny punkt widzenia. Widziałem wszystko z góry. Czasami żałuję swojej decyzji o odejściu. Znam kilku Aniołów, którzy prowadzą podwójne życie. Nadal mają skrzydła, ale pojawiają się też na Ziemi. Ja już nie mam odwrotu. Teraz całe moje życie zależy od jednej dziewczyny. To żałosne, bo ona nie wygląda na zainteresowaną. Mogę nawet stwierdzić, ze mnie nie lubi. Musieliśmy źle zacząć naszą znajomość. Szkoda, że gdy ją do siebie zabrałem, miałem taki humor. Testowałem sposób, który miał zadziałać, ale okazał się żartem autora. Mój wzrok przykuło granatowe audi. A raczej siedzące w nich osoby. Wziąłem kilka sporych gryzów, a resztę wyrzuciłem i odpaliłem motocykl. Jechałem kilka aut za Diego’iem, Maggie i Evelin. Przez mój kask powinienem być nierozpoznawalny. Dziewczyna tylko raz widziała mnie na motocyklu, więc raczej tego nie pamięta. Minęliśmy kilka zabudowanych dzielnic i powoli zbliżaliśmy się do ulicy Evelin. Zwolniłem, aby dać jej spokojnie wyjść z samochodu i udać się do domu. Sam zatrzymałem się po drugiej stronie ulicy. Widziałem, jak Diego wjechał do garażu. Kilka minut później w pokoju Evelin zapaliło się światło. Ona położyła torby przy szafie i z jakąś książką usiadła na parapecie. Otworzyła na zaznaczonej stronie i zaczęła czytać. Pewnie historię dwojga zakochanych ludzi, która nigdy nie wydarzyłaby się w życiu. Nie wiedziała, że ją obserwuję. Powinna być ostrożniejsza i zasłaniać żaluzje o tej godzinie. Zamiast tego całą uwagę skupiła na książce. Chciałbym zostać i dalej się jej przyglądać, ale to karalne. Pewnie by tak powiedziała. Na samą myśl o tym, na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Chciałbym zapewnić jej normalne życie. Jednak przez mrok, który mnie ogarnia oraz przeszłość, nie mógłbym tego dokonać. Dlatego muszę znaleźć ten sposób. Założyłem kask na głowę i odpaliłem motocykl. Mogłem teraz zrobić tylko jedno- wrócić do domu.

czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 4

Muzyka: Bo miałaś zły dzień.

Siedziałam na angielskim, jedynej lekcji, której nie dzielę z Maggie i Diego’iem. Oboje są w drugiej grupie, tej słabszej. Jakoś muszę znosić tą chwilę rozłąki. Lekcja zaczęła się jakieś dziesięć minut temu i pani już dawno sprawdziła obecność.
-Udało mi się sprawdzić ostatnie kartkówki i jeśli dacie mi chwilę, to wpiszę wam oceny do dziennika.- odezwała się nauczycielka. Oznaczało to kilka minut rozmów i śmiechu, które ogarnął całą klasę. Nagle drzwi się otworzyły i do środka wszedł Mark.
-Bardzo przepraszam za spóźnienie.- powiedział. Nie przypominam sobie, żebyśmy byli w jednej grupie. Musiałam nie zwracać na niego uwagi albo serio był niewidzialny.
-A co to za święto?- zakpiła nauczycielka. Chłopak zignorował ją i zaczął iść w moim kierunku. Schowałam twarz za zeszytem. Ten zajął miejsce za mną.
-Cześć Mała.- wyszeptał mi tuż nad uchem. Musiał delikatnie przysunąć swoją ławkę, żeby być tak blisko. Nie odezwałam się do niego. –Tak dobrze wychowana dziewczyna jak ty, powinna odpowiedzieć.- dodał po chwili.
-Cześć.- odburknęłam mu szybko, nie odwracając się przy tym. Powoli denerwowała mnie jego osoba.
-Nie było aż tak źle, ale mogłaś się bardziej postarać.- przez chwilę nic nie mówił.- Robisz coś w weekend?- zapytał.
-Wychodzę z Maggie i Diego’iem.- skłamałam, ale nie muszę mówić mu wszystkiego. Mam do tego prawo.
-Nie brzmi to przekonująco, ale okey. Jak ci się podobała wycieczka?- za wszelką cenę chciał podtrzymać rozmowę.
-Było dość….- szukałam odpowiedniego słowa.- Nudno.- odpowiedziałam szczerze. Proszę, niech mnie zostawi.
-Obiecuję, że następnym razem bardziej się postaram.- byłam pewna, że właśnie się uśmiechnął.
-Niestety następnego razu nie będzie.- starałam się nakierować go i dać do zrozumienia, że nie interesuje mnie.
-Tylko tak mówisz. Chcesz pokazać, że jesteś samowystarczalna i umiesz postawić na swoim. Oboje wiemy, że nie raz się jeszcze zobaczymy po szkole.- wyszeptał mi do ucha. Nie wytrzymałam i odwróciłam się do niego.
-To nie prawda.- zaprzeczyłam rozzłoszczona. Nie chciałam być niemiła, ale powoli miałam dość wszystkiego.
-Tak to sobie tłumacz.- skomentował moją odpowiedź. Wróciłam do poprzedniej pozycji i postanowiłam ignorować go do końca lekcji. Na moje szczęście zleciała dość szybko i po chwili usłyszałam dzwonek. Włożyłam książki do torby i zasunęłam za sobą krzesło. Ludzie zaczęli wychodzić i zrobiło się małe zamieszanie. Stałam obok ławki i próbowałam iść w stronę drzwi. Mark automatycznie zjawił się obok mnie i złapał w talii. Ściągnęłam jego rękę i przepchałam się do przodu. Nie spodobało się to wysokiej dziewczynie w okularach, którą lekką pchnęłam. Posłałam jej przepraszające spojrzenie z nadzieją, że zrozumie i odpuści sobie komentarze.
-Nie bądź taka święta.- powiedział chłopak, gdy dogonił mnie w drzwiach. Miał dość zgrabne ruchy.
-Mam prawo do przestrzeni osobistej. A ty musisz to zrozumieć i jej nie naruszać.- pouczyłam go.
-Przepraszam. Nie chciałem zachować się tak bezdusznie. Wybacz mi o pani.- irytowała mnie już jego gadka.
-Przestań się ze mnie nabijać. To nie jest ani miłe ani fajne.-odparłam i zatrzymałam się tuż przed nim.
-Nigdy tego nie robiłem.- mówił tak spokojnie, że aż mnie zdziwił. Zostawiłam go i ruszyłam do Mag, która siedziała na parapecie. Wyczułam, że szedł za mną. Słyszałam jego kroki. Postanowiłam udawać, że go nie ma.
-A gdzie się podział nasz kochany Diego?- zapytałam przyjaciółkę, gdy byłam już wystarczająco blisko niej.
-Poszedł po jakiegoś batonika. Ponoć poziom cukru we krwi mu spadł.- odparła. Dziewczyna spojrzała na mnie pytająco i wskazała głową na stojącego za mną Mark’a. Chyba nie miał zamiaru odejść w najbliższym czasie.
-Czego chcesz?- odwróciłam się do niego.- Coś zgubiłeś, masz jakieś pytanie? Wytłumacz mi.- dodałam.
-Niczego nie chcę. Myślałem, że przedstawisz mnie swojej przyjaciółce, ale widocznie będę musiał to zrobić sam. Mark Angel.- zwrócił się do niej i podał jej dłoń. Ta uścisnęła ją i uśmiechnęła się szeroko.
-Skąd się znacie? Evelin nigdy o tobie nie mówiła.- powiedziała Maggie uroczym głosem. Musiał wpaść jej w oko.
-Mamy razem angielski.- odpowiedziałam, zanim on zdążył otworzyć buzię. Miałam nadzieję, że przytaknie.
-Powiedzmy, że połączyła nas makieta.- wspomniał przy tym nasze pierwsze spotkanie, o którym nie myślałam.
-Więc to ty nam ja zniszczyłeś.- przypomniała sobie zamieszanie, jakie wtedy panowało.
-Również naprawiłem. Nie zapominajmy o tym.- pochwalił sam siebie. W tym samym czasie przyszedł Diego.
-Już zdążyłyście wymienić mnie na lepszy model?- zapytał przegryzając Mars’a. Mark musiał poczuć się zagrożony, bo odszedł bez słowa w swoją stronę. Odetchnęłam z ulgą.- Kim on był?- zapytał po chwili przyjaciel.
-Mark Angel i jest seksowny.- nie mogła powstrzymać się od powiedzenia tego Maggie. Diego przewrócił oczami.
-Nie jest. Normalny z niego chłopak. W szkole pełno jest takich ludzi.-starałam się wybić jej to z głowy.
-Przyznaj chociaż, że ma w sobie coś nieziemskiego.- nie dawała za wygraną.- Miał piękne oczy.- dodała.
-Zwyczajne. Dla ciebie każdy chłopak, który wykaże jakieś zainteresowanie jest „seksowny”.- powiedziałam.
-Możecie dać sobie spokój?- wtrącił się znudzony chłopak. Zauważyłam, że już pożarł swojego batonika.
-Za chwilę. Powiedz Evelin, dlaczego z nim przyszłaś skoro nie jest interesujący?- zapytała z podejrzeniem.
-Nie przyszłam z nim. To on się za mną wlecze.- wytłumaczyłam krótko z nadzieją, że da już sobie siana.
-Nie mam więcej pytań.- odparła. Diego wyglądał na zdziwionego całą sytuacją, pewnie zaraz o to zapyta.
-Właściwie, to o co tyle krzyku?- miałam rację. Oddałam głos Maggie, niech się przed nim wytłumaczy.
-Jesteśmy przyjaciółkami i powinna być ze mną szczera w każdej sytuacji.- powiedziała z wyrzutami.
-Ja też się z wami przyjaźnię i mogę śmiało powiedzieć, że nie raz się już okłamaliśmy. Dla przykładu, gdy ostatnio chciałyście iść na ten romans, powiedziałem, że boli mnie głowa. Skłamałem. Po prostu nie chciałem tego oglądać. Wolałem jakiś film akcji, więc obejrzałem coś na komputerze.- wytłumaczył ostatnie kłamstwo.
-Zdrajca!- wykrzyknęła Maggie.- Chociaż z drugiej strony, skoro wolałeś męski film, to znaczy, że jednak nie jesteś gejem. A miałam już takie podejrzenia.- to prawda. Często chciała mnie przekonać, że Diego jest innej orientacji.
-Dzięki za szczerość.- zmierzył ją wzrokiem.- Tak w ogóle, to kończę dzisiaj szybciej. Mam na was czekać?- zapytał.
-Nie. Przejdziemy się ten jeden raz.- odpowiedziałam za przyjaciółkę.- Jedź do domu i zajmij się siostrami. Pewnie się ucieszą, że jesteś szybciej.- w tej chwili Maggie nie miała nic do gadania. Może raz wrócić do domu pieszo.
-A właśnie. We wtorek mama wyprawia szóste urodziny Ashley i byłoby miło, gdybyście przyszły.- odparł.
-Z chęcią! Tylko co mamy jej kupić, bo nie mam zbytnio pomysłów.- był to na razie jedyny problem.
-Nie wiem, podpytam ją, jak wrócę do domu. Ucieszy się, jak was zobaczy. Już kilka razy się o was pytała.- rzekł.
-Mogę upiec jakieś ciasto, jeśli chcesz.- Maggie wyraźnie chciała mieć udział w organizacji urodzin. To miłe.
-Możemy przyjść szybciej i pomóc twojej mamie. Powinno też udać mi się załatwić klauna.- zaoferowałam.
-A znasz jakiegoś?- zapytał zaskoczony Diego. Maggie wiedziała już chyba, kogo miałam na myśli, proponując to.
-Mieszkam z jednym.- przerwa dobiegła końca, więc pożegnałyśmy się z chłopakiem i poszłyśmy na lekcje.
-Diego różni się od chłopaków, których znamy. Zastępuje w domu ojca. Pewnie czasami jest mu ciężko.- odparłam.
-Ma ciężko, ale jest dzielny. Ej, a co u Cody’ego? Dawno go nie widziałam.- nagle jej się o nim przypomniało.
-Po ostatniej kłótni z ojcem, nie wyszedł jeszcze z pokoju. Możesz wpaść w niedzielę, to pooglądamy z nim filmy. Może uda nam się go jakoś zająć.- powiedziałam z nadzieją. Doszłyśmy do sali, w której mamy kolejne zajęcia.

Pomysł z wracaniem do domu pieszo przestał mi się podobać, gdy na dworze zaczęło padać. Co prawda miałyśmy kurtki z kapturami, ale na myśl o tym, że przez najbliższe dziesięć minut będziemy zmuszone chodzić po kałużach, nie byłam zadowolona. Może, gdybym miała parasolkę, jakoś bym to zniosła. Niestety obie jej nie posiadałyśmy.
-Co za pech! Akurat dzisiaj Diego musiał kończyć szybciej. Nie będę szła w taką pogodę do domu.- rzekła Mag.
-Nie mamy wyjścia. Pocieszę cię, nie jesteśmy z cukru.- starałam się ją jakoś przekonać.
-Ale nasz makijaż i włosy tego nie zniosą. Będę wyglądała jak owieczka.- użalała się nad sobą przyjaciółka.
-Może zamówimy taksówkę?- zapytałam. Nagle tuż przed nami zatrzymał się znany mi srebrny samochód.
-Potrzebujecie podwózki?- zapytał Mark wyglądając przez okno. Znając Maggie, nie mamy innego wyjścia.
-Z nieba mi spadłeś!- wykrzyknęła radośnie i weszła na tylne siedzenia jego samochodu.
-Evelin, a ty nie wsiadasz?- zapytał chłopak otwierając mi drzwi od strony pasażera. Przewróciłam oczami i wsiadłam. Pewnie zauważył, że nie jestem zadowolona jego obecnością. Za to Mag była jak nakręcona.
-Maggie, gdzie mieszkasz? Odwiozę cię pod same drzwi.- powiedział, gdy ruszyliśmy spod szkoły.
-Lake Rd West, cztery domy za Evelin. Chyba, że nie wiesz, gdzie ona mieszka.- powiedziała z podejrzeniem.
-Na szczęście wiem, nie musisz się martwić.- powiedział z uśmiechem.- A gdzie się podział wasz kolega? Z tego co mi wiadomo, zawsze jeździcie razem do szkoły i z niej też.- wyczułam lekki podstęp w temacie tej rozmowy.
-Evelin pozwoliła mu wrócić szybciej do domu i totalnie nas olać.- mówiła oparta o jego fotel.
-Dobry dzień sobie wybrał na ucieczkę, trzeba mu to przyznać.- zaśmiał się. Ona zrobiła to samo. Dobrali się.
-Nie uciekł. Skoro miał coś do zrobienia, to po co miał na nas czekać godzinę? To głupie.- starałam się go bronić.
-Jeżeli można tak nazwać niańczenie sióstr.- wtrąciła się. Na szczęście dojeżdżaliśmy do jej domu, więc nie musiałam już nic mówić. W zasadzie mógł najpierw wysadzić mnie, a później zająć się nią. Gdy auto zatrzymało się na podjeździe, Maggie odpięła pas i szybko wysiadła. Padało mocniej, więc musiała biec na ganek.
-Dziękuję za podwiezienie!- wykrzyknęła, zanim weszła do środka. Mark pomachał jej w ramach odpowiedzi. Wycofał i ruszył w stronę mojego domu. Siedziałam cicho z nadzieją, że zaraz skrócę swoją męczarnię. Chłopak zatrzymał się na chodniku. Miałam pociągnąć za klamkę, ale on zablokował drzwi. Szarpnęłam za nie kilka razy.
-Wyjdziesz, jak pogadamy.- powiedział stanowczo. Wyprostowałam się na siedzeniu i wpatrywałam w przednią szybę. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Tym bardziej na osobności, a wyraźnie o to mu chodziło.
-Czego chcesz? Chyba nie mamy o czym rozmawiać.- odparłam zmęczonym głosem.  Mark odwrócił się do mnie.
-Nie rozumiem twojego nastawienia do nowopoznanych ludzi. Zawsze jesteś dla nich taka wredna?- zapytał.
-Nie jestem wredna. Traktowałabym cię inaczej, gdybyś sobie na to zasłużył. A po twoich ostatnich wybrykach, ledwo mogę z tobą rozmawiać. Postaraj się trzymać w bezpiecznej odległości ode mnie.- wyrzuciłam z siebie.
-Chodzi ci o to, że czasami bywam za blisko?- w tym samym momencie zbliżył się do mnie bardziej.
-Właśnie o to. Odsuń się i wypuść mnie z samochodu.- to był bardziej rozkaz niż prośba.
-Za chwilę, najpierw powiedz mi w czym przeszkadza ci moje zachowanie. Mam ukrywać, że cholernie mi się podobasz?- zamurowało mnie. Myślałam, że robi sobie żarty. Nie wiedziałam, że mogę mu się aż tak podobać.
-Nie szukam chłopaka, więc daj sobie spokój. Wypuść mnie, proszę.- powiedziałam to łagodnym tonem głosu.
-Dobrze wiesz, że tak po prostu nie odpuszczę. Wrócimy jeszcze do tej rozmowy. Do zobaczenia Evelin.- odparł po czym odblokował mi drzwi. Szybko wyszłam z samochodu i pobiegłam do domu. Usłyszałam za sobą pisk opon.

czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział 3


Mój telefon wskazywał godzinę 17.58. Aby nikt nie zorientował się, że skłamałam, czekałam niedaleko domu Diego'a. Co chwilę wyglądałam na drogę z nadzieją, że gdy pojawi się ten chłopak, zauważy mnie i się tutaj zatrzyma. Nie musiałam długo czekać. Punktualnie o 18 podjechał po mnie srebrny samochód. Wysiadł z niego ubrany w koszulę brunet. Bez słowa otworzył mi drzwi od strony pasażera i wskazał ruchem ręki, że mam wejść. Wyglądał na zdenerwowanego, więc posłuchałam się i zajęłam wskazane miejsce. Podskoczyłam, gdy chłopak trzasnął drzwiami. Nie wiem co mu się stało. Kilka godzin temu zachowywał się normalnie. Chociaż, że ciekawość kazała spytać, nie zrobiłam tego. 
-Zapnij pas.- poinstruował mnie chłopak, gdy usiadł obok. Nie myślałam, że będę się tak stresowała. Zaczęły trząść mi się ręce i nie mogłam wykonać jego polecenia. Poczułam się jak kretynka. Nie zauważyłam kiedy jego dłoń znalazła się na mojej i pomogła zapiąć niesforny pas bezpieczeństwa. Przekręcił kluczyk w stacyjce i auto ruszyło spod domów.
-Nie tu cię wysadziłem po szkole. Przeprowadziłaś się?- przerwał ciszę brunet. Spojrzał na mnie błyszczącymi oczami.
-Nie chciałam mówić tacie, gdzie idę. Nie puściłby mnie, gdybym powiedziała mu prawdę.- odpowiedziałam szczerze.
-To przykre.- zerknął w moją stronę.- Teraz nikt nie wie, gdzie i z kim jesteś.- o tym nie pomyślałam. Mogłam o tym nie wspominać. Trochę się zdenerwowałam, ale nie chciałam, żeby było to po mnie widać. Zaczęłam zaciskać ręce.
-Rozluźnij się Mała. Przecież nic ci nie zrobię.- urwał.- Jak samochód kolegi, naprawiany?- szybko zmienił temat.
-Naprawione. Właściwie to skąd o tym wiesz?- nie pamiętam, żebym mu o tym wspominała. Chłopak nic nie odpowiedział, tylko zacisnął ręce na kierownicy. Poczułam się nieswojo. Ogarnął mnie strach od stóp do głów. Nie znałam go, nie wiedziałam o czym myśli... ani skąd wie o aucie.- Mam być w domu o 21.-odparłam bez przemyślenia.
-Tatuś będzie zły, jak się spóźnisz? Może da ci karę na wychodzenie z domu?- zaśmiał się pod nosem.
-Nie znasz mojego ojca, więc nie mów tak o nim. Wiesz, trochę szacunku.- wyprostowałam się na siedzeniu.
-Będziesz mnie teraz pouczała?- ciągle miał ten swój uśmiech wymalowany na twarzy. Nie wiem co go bawiło.
-Nie.- ucichłam. Chyba lepiej będzie, jak posiedzę cicho. Chłopak wsadził płytę do odtwarzacza. Widocznie nie chciał się ze mną dłużej męczyć. Postanowiłam skupić się na piosence i nie przeszkadzać mu w prowadzeniu pojazdu.
-Odwiozę cie na czas.- powiedział nagle. Zbliżaliśmy się do skrzyżowania ulicy Plasnewydd z Adamsdown. 
-Właściwie, to dokąd jedziemy? Nie powiedziałeś mi jeszcze.- brunet przyciszył radio i skręcił w prawo.
-To tajemnica.- powiedział szeptem. Miałam wrażenie, że go to bawiło. Tylko, że nie było w tym nic śmiesznego.
-Mam prawo wiedzieć, dokąd jadę. Inaczej można powiedzieć, że mnie uprowadziłeś.- przybliżyłam się do niego.
-Zawsze jesteś taka przemądrzała? Serio, z daleka wyglądasz na spokojniejszą.- trochę mnie to uraziło, więc postanowiłam już nic nie mówić. Przez resztę drogi słuchałam płyty i spoglądałam przez okno. Nie zauważyłam, kiedy auto stanęło. Chłopak wysiadł i otworzył mi drzwi. Chciałam wysiąść, ale zupełnie zapomniałam odpiąć pas. Poczułam, że się czerwienię. Mój towarzysz nachylił się nade mną i odpiął mnie. Przez chwilę czułam jego zapach. Nie znałam takich perfum, a Cody testował już chyba wszystkie. Chłopak podał mi dłoń i pomógł wyjść. Poprawiłam się.
-Wiem, że mam fajny samochód. Jeśli chciałaś w nim zostać, wystarczyło powiedzieć.- znowu się nabijał.- Chodź za mną.- powiedział. Taki miałam zamiar. Zaparkowaliśmy na nieznanym mi osiedlu. Bloki nie należały do najnowszych i jednocześnie nie były stare. Wolałam się tu nie zgubić, bo okolica nie wyglądała na przyjazną. Było już ciemno, więc starałam się iść dosłownie za nim. Nie uważałam pod nogi i ciągle deptałam mu po piętach. Usłyszałam jego śmiech.
-Miałaś iść blisko, ale nie aż tak.- weszliśmy do klatki jednego z budynków. Nie wiem, na którym piętrze on mieszka, ale po tylu schodach jeszcze nie szłam. Między nami utworzyła się niemała odległość ze względu na moje buty.
-Po co ci takie szpilki? Ledwo w nich chodzisz. Nie rozumiem was.- zatrzymał się, żeby na mnie poczekać.
-W nich jestem wyższa.- odparłam urażona. Ja mu nie mówię, co ma na siebie wkładać. Mógłby też tak robić.
-Mała, nie przesadzaj.- zaczęłam żałować, że tu przyjechałam. Mogłam zostać w domu i czytać książkę. Brunet zatrzymał się pod jakimiś drzwiami i wyciągnął klucze. Zdziwiłam się, gdy nie mógł ich przekręcić. Szarpnął za klamkę i drzwi uległy. Otworzyły się na oścież. Chłopak ruchem ręki zaprosił mnie do środka. Sam wszedł zaraz za mną. Znaleźliśmy się w ciemnym pomieszczeniu. Widziałam tylko zarys komody oraz wieszak i niestarannie ułożone buty. Zaczęłam szukać wzrokiem włącznika światła. Brunet jakby wiedział o czym myślę i zapalił światło.
-Rozbierz się i poczekaj tutaj. Za chwilę wracam.- odezwał się i zniknął za ścianą. Musiał na kogoś wpaść, bo usłyszałam nieznany mi głos. Nie dochodziła do mnie cała rozmowa, ale chyba chodziło o to, że nikogo miało nie być. 
-Przepraszam. Już wychodzę do pracy. Nie wiedziałem, że tak szybko się zjawisz.- w korytarzu ujrzałam wyższego ode mnie chłopaka. Posiadał ciemne oczy i włosy oraz ładną cerę. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się. Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo po chwili wyszedł i nie dał mi takiej możliwości. Spojrzałam na mojego towarzysza.
-Teraz możesz wejść.- zaprowadził mnie do małego pokoiku, w którym stała kanapa, wypełniona biblioteczka i lampa.- Masz ochotę na coś do picia?- zapytał. Przeniosłam na niego wzrok i zauważyłam, jak bawi się rękoma.
-Poproszę herbatę.- odpowiedziałam. Chłopak wyszedł, więc zostałam sama. Nie wiedziałam, co mogę robić. Podeszłam do biblioteczki. Na jednej z półek znajdowała się spora kolekcja płyt. The 1975, Red Hot Chilli Peppers, My Chemical Romanse i inne znane zespoły. Pozostałą jej część zajmowały grube, stare książki. Właściwie to księgi. Nie wiedziałam, że on tyle czyta. Bynajmniej na takiego nie wygląda. Potwierdziło się przysłowie „Nie oceniaj książki po okładce.” Wzięłam jedną z nich do ręki i miałam zamiar otworzyć i przeczytać chociaż kawałek.
-Co robisz?- usłyszałam jego głos. Wystraszyłam się i upuściłam księgę. Chłopak odstawił kubki i szybko podniósł ją z ziemi oraz odłożył na miejsce. Po raz kolejny zrobiło mi się głupio.
-Przepraszam.- wyszeptałam szybko. Gdybym usłyszała, że się zbliża, nie doszłoby do tego. Wszedł tu jak duch.
-Usiądź. To twoja herbata.- podał mi jeden z kubków. Oboje usadowiliśmy się na kanapie. Szybko wzięłam łyk napoju ze zdenerwowania. Zakrztusiłam się. Była słodka jak miód. Ledwo przeszła mi przez gardło.
-Ta chyba była moja.- zabrał mój kubek i wymienił na swój. – Dużo słodzę.- wyjaśnił szybko z uśmiechem.
-Już zdążyłam się napić.- powiedziałam, gdy chciał upić już swoją herbatę. Ten spojrzał na mnie rozbawiony.
-No chyba nie zarazisz mnie HIV’em czy AIDS. Na szczęście ja nic nie ruszyłem, więc możesz spokojnie pić.- odparł. Nie chciałam się z nim kłócić, więc postanowiłam zakończyć temat. Napiłam się i nie wiedziałam co powiedzieć. W tej herbacie nie było ani grama cukru. Skąd wiedział, że nie słodzę? Nie spytał się o to. 
-Kim był chłopak, z którym minęłam się w drzwiach?- zapytałam dla rozluźnienia atmosfery. Byłam też ciekawa.
-To mój starszy brat, Azibiel. Mieszkamy razem.- wyjaśnił w skrócie. Postanowiłam nie wchodzić w szczegóły.
-Właściwie to nie wiem, jak ty się nazywasz.- skierowałam na niego wzrok. Nigdy mi się nie przedstawił.
-Mark Angel.- zaczynały denerwować mnie jego odpowiedzi. Krótkie, zwięzłe i na temat. Nie wysilał się.
-Angel?- zapytałam zaskoczona.- Że niby taki jesteś grzeczny?- zażartowałam chyba po raz pierwszy przy nim.
-Hej, to nie jest śmieszne.-urwał.- Mała, grabisz sobie. Zresztą nic o mnie nie wiesz.- dodał szybko.
-Przepraszam. Nie mogłam się powstrzymać.- nie było to najlepsze wytłumaczenie, ale zawsze coś.
-Nic się nie stało.- zaśmiał się i dokończył herbatę. Siedzieliśmy teraz w ciszy. Zastanawiałam się, czy tak to miało być. Przecież musiał mieć jakąś wizję tego wieczoru, skoro mnie zaprosił. Po zastanowieniu się, zapytałam.
-Co będziemy robić?- w jego towarzystwie mam ubogie słownictwo. To chyba nie jest zaraźliwe.
-Powiem szczerze, że nie wiem.- zaskoczył mnie.- Byłem pewny, że gdy po ciebie przyjadę, będziesz w domu i nici ze spotkania. Nie zdążyłem przeanalizować tej drugiej opcji. Zawsze możemy pogadać, a pewnie masz jakieś pytania.- skończył. O tym nie pomyślałam. Żeby nie siedzieć dłużej w tej okropnej ciszy, podtrzymałam rozmowę.
-Masz może jakieś hobby? Coś co robisz po szkole czy w weekendy.- niezbyt oryginalne, ale trzeba jakoś zacząć.
-Lubię grać w bilard.- jak typowy gangster. Nie wiem co jest takiego fascynującego w tej grze.
-Nigdy w to nie grałam.- przyznałam się.- Powiesz mi, co to są za książki? Masz ich pełno.- skomentowałam.
-To kolekcja Azibiel’a. Sporo czasu zajęło mu zdobycie ich, dlatego nie lubi, jak się je rusza.- odpowiedział.- A ty masz jakieś zainteresowania? Moda, zakupy i te sprawy, co nie?- jak typowa dziewczyna w tym wieku.
-Chyba nie mam. Większość czasu spędzam na nauce. Bez odpowiedniego wykształcenia, nic nie osiągnę. Lubię się uczyć.- odparłam. Gdy dostrzegłam jego minę, miałam ochotę zapytać: O co ci chodzi? Znowu będzie się śmiał.
-Nie wyglądasz na kujona. Nie powiedziałbym, że siedzisz całymi dniami nad książkami.- stwierdził.
-Kujon, to ktoś, kto uczy się i nie wie czego. A ja dobrze wiem, o czym czytam, więc nie nazywaj mnie tak.- powiedziałam z lekką złością w głosie. Moja odpowiedź rozśmieszyła go, ale na szczęście szybko się uspokoił.
-A co chcesz robić po szkole? Pewnie masz jakieś spore plany i zaplanowane całe życie.- ciągnął dalej.
-Mam zamiar pójść na prawo jak mój ojciec. Może zostanę prawnikiem.- odpowiedziałam mu.
-Gratuluję planów. Ja nie mam pojęcia co zrobię po liceum. O ile je skończę.- to nie było zabawne.
-Poważnie nie wiesz kim chcesz być, ani co robić? Musisz mieć jakieś plany czy marzenia.- stwierdziłam.
-Żyję z dnia na dzień i nie martwię się o jutro. Moje plany życiowe sięgają najdalej do weekendu.- rzekł.
-Ja bym tak nie mogła. Powiedz mi, ile już uczysz się w naszej szkole? Nie widziałam cię wcześniej.- odparłam.
-Ponad rok. Nie jestem aż taki nowy. Po za tym często wagaruję i jestem niewidzialny.- zażartował ponownie.
-To zdążyłam zauważyć. Nie powinieneś tak robić. Upuszczasz sporo lekcji i masz zaległości. Z takim nastawieniem na pewno nie zdasz liceum z dobrym świadectwem. Będziesz miał problem ze znalezieniem dobrze płatnej pracy. Zastanów się nad tym co robisz.- chciałam przywrócić mu trochę rozumu, którego brakowało.
-Zrobimy tak. Ja nie będę się nabiłam z tego, że jesteś kujonem, a ty nie będziesz mnie pouczała.- powiedział.
-Zgoda.- nie było co dyskutować. Wypiłam do końca herbatę i siedziałam z pustym kubkiem w dłoniach. Nie było tematów, więc zaczęłam się powoli nudzić. Dostrzegłam, że Mark przybliża się do mnie co chwilę. Chciał zmniejszyć dystans, który nas dzielił. Zabrał mi kubek i postawił go na ziemi. Teraz siedział tuż obok mnie. Ręką odgarnął włosy z mojej twarzy i założył je za ucho. Zestresowana chciałam się odsunąć. Zrobiłam to zbyt chaotycznie i wylądowałam na podłodze. Chłopak z uśmiechem podał mi dłoń i pomógł się podnieść. Delikatnie chwycił mnie w talii. Nie podobała mi się jego zmiana zachowania. Powinien uważać na to, co robi.
-Musisz bardziej uważać, jeszcze zrobisz sobie krzywdę.- powiedział niskim  tonem. Odepchnęłam go powoli.
-Powinnyśmy już jechać, jeśli mamy zdążyć.- powiedziałam unikając jego spojrzenia. Mark wyszedł z pokoju, a ja udałam się za nim. Zaczął zakładać buty, więc zrobiłam to samo. Za chwilę będę już w swoim domu. Gdy skończyłam, podał mi kurtkę i otworzył drzwi. Zeszliśmy po schodach w milczeniu, jakbym go uraziła moim zachowaniem. Problem w tym, że nie zrobiłam nic złego. Na zewnątrz w miejscu, gdzie zaparkowaliśmy, nie było śladu po jego samochodzie. Zbytnio go to nie przejęło i udał się na tyły budynku. Zostałam sama. Z daleka dostrzegłam grupkę zakapturzonych mężczyzn. Nie był to pocieszający widok. W tym momencie marzyłam, żeby Mark szybko wrócił. Obok mnie zatrzymał się piękny, czarny motocykl. Chłopak, który na nim siedział, zdjął kask. Dostrzegłam znaną mi osobę. Brunet podał mi drugi kask. Założyłam go i usiadłam za nim. Nigdy nie jechałam tym rodzajem pojazdu, więc gdy tylko ruszyliśmy, zaczęłam piszczeć. Wyobraziłam sobie minę Mark’a i szybko przegryzłam wargę, żeby powstrzymać się od niepożądanych wrzasków. Jechaliśmy dość szybko. Ze strachu zamknęłam oczy i mocno objęłam chłopaka. Nagle się zatrzymaliśmy. Straciłam poczucie czasu.
-Możesz mnie już puścić.- powiedział. Otworzyłam oczy i oddaliłam się od jego pleców. Byliśmy pod domem Diego’a. Zeskoczyłam z motocyklu i zdjęłam kask, po czym mu go oddałam. Musiałam zahaczyć o jakąś wystającą część, bo porwałam rajstopy. Gdy ten to zauważył, zaśmiał się. Posłałam mu piorunujące spojrzenie.
-Dobranoc Mała. Śpij dobrze.- pożegnał się, a ja nie odpowiedziałam. Szybkim krokiem oddaliłam się i weszłam do domu. W salonie siedzieli rodzice i oglądali jakiś film. Gdy zamknęłam za sobą drzwi, przenieśli na mnie wzrok.
-Cześć, jak się podobał film?- zapytała mama z uśmiechem. Zdjęłam buty i kurtkę, po czym odłożyłam je.
-Bardzo fajny. Możecie śmiało na niego pójść.- odpowiedziałam najbardziej przekonująco, jak umiałam.
-A gdzie rozerwałaś rajstopy?- zwrócił mi uwagę ojciec. Spojrzałam na ich kiepski stan.
-Wracaliśmy pieszo i zahaczyłam o wystające gałązki z ogrodzenia.- wymyśliłam na szybko. Chyba mi uwierzyli.
-Następnym razem nie chodź o tej godzinie.- skomentował to i wrócił do oglądania. Pokiwałam głową i szybko poszłam na górę, zanim zaczną się dopytywać o coś innego. Nim weszłam do swojego pokoju, spojrzałam na drzwi Cody’ego. Pewnie nie wyjdzie za szybko. Nie lubię, jak się kłócą. Przecież jesteśmy rodziną. Zmęczona postanowiłam zaszyć się u siebie i odpocząć. 


~*~
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał :3 Może zauważyliście zmianę wyglądu bloga? Nauczyłam się wreszcie robić kolorowe nagłówki! :D 
Bardzo proszę o komentarze, nie wiecie ile dla mnie znaczą <3 Miłego dnia i do 'zobaczenia'!

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 2

Muzyka: Nie musisz niczego w sobie zmieniać.

Razem z Maggie czekałyśmy pod szkołą na Diego. Miał szybko skoczyć po samochód i podjechać po nas. Jednak chyba mu się nie śpieszyło.
-Wiesz co, pewnie już dawno pojechał do domu sam i nas zostawił.- zażartowała przyjaciółka. Zawsze znajdzie okazje, żeby coś złego o nim powiedzieć. Oczywiście, że się myliła, bo Diego nie zrobiłby tego.
-Maggie, nawet tak nie mów.- skomentowałam jej wypowiedź.
-Hej, czemu ciągle mnie pouczasz?- wydawała się trochę oburzona. 
-Nie pouczam cię. Chodzi mi o to, że nie powinnaś tak mówić na jego temat. Sama pewnie byś nie chciała, żeby ktoś mówił o tobie w ten sposób. To nie jest miłe.- wytłumaczyłam jej. Maggie przewróciła oczami. Nie rozumiałam jej. Przecież nic złego nie robię. Staram się tylko uświadomić jej kilka ważnych rzeczy.
-Przecież go to nie obchodzi. Ma poczucie humoru i aż tak nie zwraca uwagi na moje komentarze.- odparła.
-Rób jak chcesz.- niepotrzebnie zaczęłam tą dyskusję. Teraz dziewczyna nie da mi spokoju i zaraz coś wymyśli.
-Nie wiem czemu wszystko ci tak przeszkadza. Ostatnio robisz z igły widły.- ciągnęła dalej i nie dawała za wygraną.
-Nie przeszkadza mi. Moim zdaniem to nie jest taki lekki temat. Możesz kogoś skrzywdzić tym co mówisz.- rzekłam.
-Wiesz co, po prostu jesteś za grzeczna.- powiedziała z uśmiechem i objęła mnie ramieniem, jak małą dziewczynkę.
-Jakoś mnie to nie obchodzi. Zachowuje się stosownie do swojego wieku.- starałam się jej to wytłumaczyć.
-W "twoim" wieku korzysta się na maksa z młodości. Powiedz mi, kiedy ostatni raz byłaś na imprezie?- zapytała.
-No na zakończenie wakacji wtedy u John'a.- nie rozumiałam do czego miała prowadzić ta rozmowa.
-Okey, a kiedy ostatni raz się napiłaś? Tylko wiesz,, nie mówimy tu o napojach gazowanych.- wspomniała.
-W weekend piliśmy z Cody'm po piwie. Chciał pogadać, a przy alkoholu lepiej mu idzie.- zaśmiałam się.
-To się nie liczy. Chodziło mi o napicie się do nieprzytomności. Żebyś zwracała lub żeby urwał ci się film.- odparła.
-Nigdy. Wolę pamiętać co wtedy robiłam i nie ośmieszać się przy innych ludziach.- przecież to niestosowne.
-A kiedy wyszłaś wieczorem i nie wróciłaś na czas do domu?- spoglądała mi głęboko w oczy niczym detektyw z CSI.
-Nie pamiętam. Nie zwracam uwagi na takie rzeczy.- przyjaciółka pokiwała przecząco głową, jakby się zmartwiła.
-To może kiedy zrobiłaś komuś na złość? Błagam, powiedz, że zrobiłaś.- była już załamana moim zachowaniem.
-Schowałam Cody'emu telefon, bo ciągle ktoś do niego pisał. Uwierz mi, jego dzwonek jest okropny.- odparłam.
-To było bardzo złe, serio.- powiedziała z ironią w głosie.- Nadal jesteś grzeczną dziewczynką.- zaśmiała się.
-Nie nabijaj się ze mnie. Ja dobrze się tak czuję. Tak zostałam wychowana i się nie zmienię.- rzekłam zawzięcie.
-Nic do ciebie nie mam. Każdy jest inny. Ja lubię się droczyć z innymi, a ty nie skrzywdzisz nawet muchy.- odparła. W tym czasie pojawił się Diego. Na szczęście, bo powoli traciłam kontrolę nad sobą. Zdziwił mnie jednak fakt, że przybył pieszo, a nie obiecanym autem. Do tego miał niezadowoloną minę. Czułam, że coś złego musiało się stać.
-Dziewczyny, raczej nigdzie nie pojedziemy. Nie dość, że skończyło się paliwo, to samochód nie chce odpalić. Przepraszam, że tyle musiałyście na mnie czekać.- było mu głupio. Diego jest typem chłopaka, który bardzo przejmuje się takimi szczegółami. Nie zrobił nic złego, a czuł się winny. Tak nie powinno być.
-Przecież miałeś zatankować samochód.- prawie krzyknęła Maggie.- Po co tyle tu stałam.- była zła na niego.
-Przeprosiłem. Po za tym to miałem tankować dzisiaj, jak już dasz pieniądze. Evelin wręczyła je wczoraj.- odparł.
-No to masz je.- wyciągnęła pieniądze z torebki.- Ja muszę już iść do domu, bo jadę do cioci. Narazie.- pożegnała się.
-Ja zostanę. Nie śpieszy mi się, a chętnie ci potowarzyszę i może razem coś wymyślimy.- po tych słowach razem z Diego ruszyliśmy na szkolny parking.- Może będę mogła ci jakoś pomóc?- zapytałam, gdy dotarliśmy do auta.
-Masz w torebce silnik albo bańkę paliwa?- zapytał z poważnym wyrazem twarzy, pochylając się nad autem.
-Niestety jestem normalna.- skomentowałam jego głupie pytanie z uśmiechem. Ten podrapał się po włosach.
-Ja też. Zawsze chciałem mieć taki palec, który będzie tryskał paliwem.- pokazał mi palec wskazujący przed twarzą.
-Hahaha no dobra, ale co teraz?- starałam się zachować powagę, chociaż przy nim jest to prawie niemożliwe.
-Chyba muszę zadzwonić do mamy i jej o wszystkim powiedzieć. No i wezwać mechanika, bo nigdzie nim nie odjadę. Nie wiem nawet co się stało. Może zatarłem silnik?- zaczął drapać się po brodzie.- Albo to coś innego.- skończył.
-Mój wujek ma warsztat. Zadzwonię do niego, a ty stój spokojnie.- wyciągnęłam telefon i wyszukałam numer.- Cześć wujku. Słuchaj, jest taka sprawa. Samochód nie chce mi odpalić, do tego nie mam paliwa. ..Aha. Nie, to nie moje auto tylko kolegi... Jesteśmy pod szkołą... Okey, dziękuję. Pa.- rozłączyłam się.
-I co powiedział? Przyjedzie tutaj? Zgodził się w ogóle?- Diego zadał by więcej pytań, gdybym mu nie przeszkodziła.
-Zgodził się i już do nas jedzie. Musimy poczekać.- poinformowałam go.- Co będziemy robili?- zapytałam.
-Wejdźmy do auta i poczekajmy. Na dworze jest chłodno.- otworzył mi drzwi, a ja wsiadłam do środka. On uczynił to samo. Zaczęłam zastanawiać się nad słowami Maggie.- Posłuchaj, czy masz mnie za taką grzeczną dziewczynkę?- spytałam nieśmiało. Chłopak spojrzał na mnie lekko zdziwiony. Wcale mu się nie dziwię.
-Nie.- odpowiedział krótko.- Raczej za zakonnicę, jeśli mam być z tobą szczery.- zaśmiał się i zmrużył oczy.
-To nie jest śmieszne. Pytam serio.- wlepiłam w niego oczy.- Bądź przez chwilę całkowicie poważny.- rzekłam.
-Mi nie przeszkadza ta twoja słodka niewinność.- urwał.- Każdy jest sobą i nie ma co się zmieniać, jeśli o tym myślisz. Jesteś dobrze wychowana i masz to, co chcesz.- widziałam, że był szczery. Miał tą swoją iskierkę w oku.
-Maggie też, a jest zupełnie inna. Jakby była moim przeciwieństwem.- ciągnęłam dalej ten niepotrzebny temat.
-Ale Mag jest jedynaczką. Do tego jej rodzice nie zwracają uwagi na to co robi. Może sobie wychodzić kiedy chce i wracać kiedy chce. To nie jest wcale takie dobre. Może wydaje się fajne, bo robi co jej się podoba, ale kiedyś się na tym przejedzie. Zobaczysz.- odparł.- Natomiast twoi rodzice chcą, żebyś była wartościowym człowiekiem.- dodał.
-Masz rację. Nie wiem czemu w ogóle o tym myślę. Wiesz co.- spojrzałam na niego.- Jesteś najlepszym przyjacielem.-
-Lepszym od blondyny? Tego się nie spodziewałem. Muszę to sobie gdzieś zapisać.- zażartował. Nagle usłyszeliśmy warkot silnika. Z oddali zauważyłam firmowy samochód wujka. Szybko wyszliśmy z pojazdu, żeby nas zobaczył.
-Witajcie młodzi.- przywitał się, gdy do nas doszedł.- Wiec co my tu mamy.- podszedł do samochodu.
-Nie zatankowałem ostatnio i nie mogę go odpalić. Boję się, że uszkodziłem silnik.- tłumaczył Diego.
-Słuchaj chłopcze. Będę musiał zabrać twoje auto do warsztatu, bo twoje podejrzenia chyba są słuszne. Z tego co widzę, to też skończył ci się olej, a to niedobrze. Znasz ty się na samochodach chłopcze?- zapytał wujek.
-No tak nie bardzo.- odpowiedział mu. Jest to jedna z negatywnych przyczyn posiadania koleżanek, a nie kolegów.
-Nie mogę wam teraz powiedzieć, ile to będzie kosztowało, bo nie wiem co z silnikiem.- tłumaczył dalej.
-Wyślij rachunek na mnie.- wtrąciłam się szybko.- Może skorzystam ze zniżek rodzinnych.- uśmiechnęłam się.
-Nie. Podam panu moje dane i niech wystawi pan rachunek na moje nazwisko.- zareagował szybko Diego.
-Przestań. Nie możemy narażać twoją mamę na dodatkowe koszty przed urodzinami Suzan. Ja też jeżdżę tym samochodem. Pozwól mi zapłacić tylko ten jeden raz. Nie bądź wariatem.- starałam się go jakoś przekonać.
-No dobrze, ale jakoś ci to wynagrodzę albo oddam pieniądze, gdy już coś zarobię.- pokiwałam twierdząco głową.
-Nie martw się. Nie będę ci naliczała procentów co miesiąc. Mamy sporo czasu. Jakby to powiedziała nasza Maggie, pewnie nie raz cię jeszcze wykorzystam.- chciałam rozluźnić atmosferę. Wujek zabrał Diego ze sobą, a ja postanowiłam wrócić pieszo. Wyszłam z terenu szkoły i spokojnie szłam sobie chodnikiem. Wtedy wyprzedził mnie samochód, który zatrzymał się kawałek dalej. Szyba została opuszczona i wyglądał przez nią chłopak, na którego niedawno wpadłam. Przyznam, że trochę mnie zamurowała i nie wiedziałam za bardzo co się dzieje.
-Co tak sama spacerujesz? Może cię podwieźć?- zapytał. Zatrzymałam się koło auta, którego marki nie znałam.
-Nie rób sobie kłopotu. Mieszkam tylko kawałek stąd. Dam sobie radę.- machnęłam ręką. Po jego spojrzeniu wywnioskowałam, że nie byłam przekonująca. Nie będzie łatwo się go pozbyć. A tym bardziej przekonać.
-Proszę cię, nie rób mi tego. Nadal męczy mnie sumienie po tym, jak zepsułem ci makietę.- mówił błagalnym tonem.
-Niepotrzebnie, bo dostałyśmy 5+. Poszło nam najlepiej z całej klasy.- pochwaliłam się, wkładając ręce do kieszeni.
-Bez mojego wkładu poszłoby znacznie lepiej.- stwierdził.- To jak, ocalisz moją skrzywdzoną duszę i dasz się podwieźć?- zapytał ponownie. Nie chciałam nadal przekonywać go, jak krótka droga dzieli mnie od domu. Postanowiłam skorzystać z podwózki. Szarpnęłam za klamkę i wsiadłam do środka. Było tu dziwnie czysto i pachniało różami. To pewnie przez zapach przymocowany pod lusterkiem. Zapięłam pas i odetchnęłam z ulgą.
-Jak po szkole? Wykończona niepotrzebną gadaniną nauczycieli i tłokiem panującym na przerwach?- zaczął.
-Nie. Zdążyłam się do tego wszystkiego przyzwyczaić i nawet nie zwracam na to uwagi.- odpowiedziałam.
-Co masz zamiar robić w domu?- trzeba przyznać, że szybko zmienia tematy. Jakby chciał wszystko wiedzieć.
-To co zawsze. Odrobię lekcję i będę się przygotowywała do kolejnych zajęć.- odparłam bez satysfakcji. Przecież ja codziennie robię to samo i właściwie traci to jaki kolwiek sens. Musze być straszną nudziarą w jego oczach.
-Aż tyle wam zadają do nauki?- był zdziwiony. Dostrzegłam jak mocno ściska dłońmi kierownicę pojazdu. Miał dobrze zbudowane ręce. Wyglądał dojrzalej niż inni chłopacy z liceum, których znam. Jakby kiblował rok czy dwa.
-Nie.- odpowiedziałam, gdy przerwałam obserwację. Chłopak spojrzał na mnie.- Lubię być zawsze gotowa.- rzekłam.
-Jakaś dziwna jesteś.- skomentował krótko. Zbliżaliśmy się do mojego domu. Poinformowałam go i gdy się zatrzymał z piskiem, wysiadłam z pojazdu. Ostrożnie zamknęłam za sobą drzwi, aby nimi nie trzasnąć.
-Dziękuję za podwiezienie.- odparłam i odwróciłam się w stronę domu. Zdążyłam zrobić tylko kilka kroków.
-Zabieram cię gdzieś wieczorem.- odezwał się za mną. Stanęłam jak wryta. Spojrzałam na niego zza ramienia.
-Nie umawiam się z nieznajomymi.- powiedziałam bez namysłu. Zaśmiał się. Byłam żałosna, to brzmiało śmiesznie.
-Na szczęście ja tak. Przyjadę o 18.- zanim zdążyłam zaprzeczyć, odpalił samochód i odjechał. Mogłam tylko wrócić do domu i myśleć, jak wytłumaczyć to rodzicom. Miałam nadzieję, że wchodząc do domu, nie wpadnę na nikogo. Właśnie, miałam nadzieję. Na kanapie w salonie siedział Cody i oglądał kreskówki.
-Siostra, tłumacz się szybko, gdzie byłaś. Lekcje skończyły się prawie godzinę temu.- zdziwił mnie. Skąd on to wie.
-Nie udawaj, że się martwiłeś.- rzuciłam, ściągając buty.- Powinieneś mnie szukać, a nie oglądać bajki.- rzekłam.
-Bardzo się martwiłem, ale nie miałem chęci nic z tym zrobić.- poklepał miejsce obok siebie, więc usiadłam.
-Samochód Diego'a się zepsuł i czekaliśmy na naszego wujka, żeby nam pomógł. Zabrał auto do warsztatu, a ja wracałam pieszo. To cała historia w wielkim skrócie.- odparłam. Chłopak wyłączył telewizor i spojrzał na mnie.
-Jedno mi nie pasuje. Twierdzisz, że wracałaś pieszo, a ja nie tylko słyszałem, ale i widziałem samochód pod naszym domem. Powiedz ładnie, kto cię podwiózł.- uśmiechnął się zadziornie.- No śmiało, nie gryzę.- popędzał mnie.
-Kolega.- ledwo zdążyłam odpowiedzieć, a przez główne drzwi weszła mama. Przy niej Cody nie będzie dociekliwy.
-Cześć. Udało mi się wyrwać szybciej. Jestem padnięta.- usiadła między nami.- A wam jak minął dzień?- spytała.
-A dobrze. Wyspałem się, najadłem i jestem gotowy do przeżycia dzisiejszego dnia.- odpowiedział jako pierwszy.
-A ja niedawno wróciłam, bo Diego'wi zepsuło się auto. Nie chciałam go zostawić samego, więc z nim zostałam. Wujek ma przysłać na mnie rachunek za naprawę, więc jak coś przyjdzie, to daj mi znać.-powiedziałam.
-Jasne. Dzwonił do mnie jakiś czas temu i mówił o tym. Dobre z ciebie dziecko.- pogłaskała mnie po głowie.
-A bratu nie chciała pożyczyć pieniędzy, jak był w potrzebie.- upomniał się Cody. Mama spojrzała na niego.
-Potrzebowałaś pieniędzy na wycieczkę do Londynu. Nawet ja ci nie chciałam dać, więc co się dziwisz.- wtrąciła się mama. Chłopak przewrócił tylko oczami.-O! Mógłbyś skoczyć na zakupy. Mam zamiar zrobić kaczkę, jak tata wróci. Zaraz zrobię listę potrzebnych składników. Poczekaj chwilkę.- wstała z kanapy.
-A mogę jechać swoim autem?- zapytał. Mama pokiwała mu głową.- To dorzuć też pieniądze na benzynę.- stwierdził.
-Zbankrutuję kiedyś przez ciebie.- wręczyła mu pieniądze i poczochrała po włosach. Cody szybko poprawił fryzurę.
-Z mężem politykiem ci to nie grozi.- zażartował i wyszedł. Nie chciałam kręcić się tu bez potrzeby, więc zabrałam torebkę i poszłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam potrzebne na kolejne zajęcia książki i usiadłam przy biurku. Jeżeli chciałam gdzieś wyjść wieczorem, to musiałam najpierw odrobić lekcję. Na szczęście nie zajęło mi to dużo czasu. Po skończeniu ich postanowiłam zadzwonić do mojego kochanego przyjaciela. Jest mi coś winny.
-Szybko się stęskniłaś.- usłyszałam głos Diego w słuchawce.- W czym mogę ci pomóc?- zapytał po chwili.
-Jest taka ważna sprawa. Gdyby ktoś pytał, to jesteśmy razem w kinie. Nie odbieraj telefonów od mojej rodziny i postaraj się nie wychodzić z domu. Dobrze?- chyba za dużo wymagałam. Chłopak zaśmiał się przez telefon.
-Nie ma sprawy Evelin. A wtajemniczysz mnie w tą misję, czy są to tajne informacje?- zaczął się nabijać.
-Niestety nie mogę nic powiedzieć. Im mniej wiesz, tym lepiej to ukryć.- stwierdziłam i czekałam na jego odpowieć.
-W takim razie nie mam pytań. Baw się dobrze i uważaj na siebie.- usłyszałam an porzegnanie i rozłączyłam się. Usłyszałam samochód ojca, więc szybko zbiegłam na dół, aby go przywitać i zapytać o zgodę na wyjście.
-Cześć tato. Mogę wyjść wieczorem do kina z Dieg'iem?- postanowiłam nie przeciągać. Tata ściągnął płaszcz.
-Tylko wróć o 21.- odpowiedział po przemyśleniu. Ucałowałam go. Po chwili w domu pojawił się też Cody z zakupami. Mama odebrała od niego reklamówki i zaczęła je przeglądać. Chyba coś nie pasowała. Miała dziwną minę.
-Synku, ale to jest gęś, a nie kaczka.- powiedziała pokazując martwe zwierzę. Chłopak podrapał się po głowie.
-Wyglądają bardzo podobnie.- powiedział niepewnym głosem.- Nie da się coś z nią zrobić?- zapytał po chwili.
-Różnią się smakiem kretynie.- odparł oschle ojciec.- Już nie wymagam od ciebie, żebyś wiedział takie rzeczy. Jednak czytać chyba potrafisz. Wyraźnie jest tu napisane "GĘŚ".- wskazał mu palcem. Nie chciałam widzieć, co będzie się działo dalej, więc wróciłam do pokoju. Oparłam się o drzwi. Nie lubię, gdy ta dwójka się kłóci. Cody nigdy dobrze na tym nie wyszedł. Ich kłótnie nie trwała długo, bo po chwili usłyszałam trzaśnięcie drzwiami obok. Poczekałam chwilę i wyszłam zobaczyć co z bratem. Cichutko zapukałam do jego drzwi.
-Hej, to ja. Otwórz.- przekręcił klucz i mnie wpuścił. Od razu dostrzegłam czerwony ślad na jego policzku.
-Przynieść ci lód?- zapytałam siadając na jego łóżku. Chłopak oparł się o biurko i pokiwał przecząco głową.
-Bywało gorzej.- skomentował to, co się niedawno wydarzyło.- Nie rozumiem tylko dlaczego on mnie tak bardzo nienawidzi. Wiem, że nie pracuję i żyję na jego kieszeń, no ale bez przesady.- mówił ze złością.
-Przestań. Jako ojciec nie może cię nienawidzić. Jesteś jego synem i będzie chciał dla ciebie dobrze.- odparłam.
-Nie broń go! Tobie nigdy nie wypominał błędów i nie wyzywał przy innych. Zawsze coś do mnie miał.- stwierdził.
-Ja jestem dziewczyną i inaczej na to patrzy. Do tego ty jesteś starszy i bezrobotny.- mówiłam delikatnie, żeby go nie urazić. Cody nic nie odpowiedział. Widziałam jak przegryzał wewnętrzną stronę policzka. Zawsze tak robił, gdy się denerwował. Podeszłam do niego i położyłam mu rękę na ramieniu. Musi czuć, że ktoś jest przy nim.
-Wracaj do siebie Evelin. Chcę pobyć sam.- powiedział. Nie sprzeciwiałam się i wyszłam.


~*~

Mamy kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że nie zanudzam Was na śmierć i jakoś znosicie mój styl pisania :) Jeśli zobaczycie jakieś błędy, dajcie znać w komentarzu. Nie jestem ekspertem xd

Przy okazji, jest specjalna zakładka SPAM i tam podawajcie swoje blogi czy nominacje :)

Jeśli podoba Wam się rozdział, skomentujcie :*

czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 1

Muzyka: Jesteś aniołem, który sprawia, że wszystkie moje sny się spełniają.

Nie śpiesząc się wyszłam ze swojego pokoju i powolnym krokiem ruszyłam schodami na dół. Było cicho, a jedyne odgłosy życia dochodziły z kuchni. Przechodząc przez salon,  z mojego brzucha wydobył się dźwięk oznaczający głód. Zazwyczaj nie jadam śniadania w domu, ale tym razem nie miałam wyjścia. W jadalni natknęłam się na tatę, który bezszelestnie spożywał posiłek. Wychylił głowę znad gazety, gdy mnie usłyszał i uśmiechnął się.
-Dzień dobry.- przywitałam się. Tata wrócił do czytania artykułu, a mama w rękawiczkach wyłoniła się z kuchni.
-Cześć Słonko. Dobrze spałaś?- zadaje to pytanie każdego ranka. Nie przeszkadza mi jej zainteresowanie, którego delikatnie brakuje ojcu. 
-Tak jak zawsze.- uśmiechnęłam się i razem z nią weszłam do pomieszczenia. Ona wróciła do zmywania naczyń ze wczorajszej kolacji, a ja nalałam sobie przygotowanej w dzbanku herbaty. Upiłam łyk, aby sprawdzić, czy nie jest zbyt gorąca lub zimna. Była idealna. Wychodząc posłałam mamie uśmiech i usiadłam naprzeciwko ojca przy stole. Na jego środku stał talerz z naleśnikami, a tuż obok butelka z syropem klonowym. Przygotowałam sobie jednego.
-Mogę cię dzisiaj podwieźć.- zaoferował mężczyzna. Chciałam odpowiedzieć, ale nie przeżułam jeszcze kęsa.- Pracę zaczynam dopiero za godzinę, a twoje liceum jest po drodze. Dajmy Diego jeden wolny poranek.- zażartował. Diego to chłopak mieszkający na naszej ulicy. Codziennie jeżdżę z nim do szkoły i z powrotem.
-Maggie pewnie skorzysta z jego usługi transportowej, ale ja chętnie zabiorę się z tobą. Jeździmy z nim dopiero miesiąc, więc nie jest aż tak wykończony naszym towarzystwem.- przypomniałam mu. Mamy dopiero październik.
-W wakacje też często widywałem was w jego samochodzie. Musi mieć mocne nerwy. Ja długo bym nie mógł siedzieć w aucie z dwoma dziewczynami. Tym bardziej nastolatkami.- odparł wykończony samym myśleniem o tym.
-Jakoś muszę sobie radzić. Tym bardziej, że nie mam prawa jazdy.- jadłam dalej. Tata twierdzi, że dziewczyna nie powinna jeździć, bo to zadanie facetów. Starałam się go przekonać wiele razy, ale jest uparty jak osioł.
-Nie zapominaj, że masz starszego brata, który nie dość, że ma prawko, to posiada własny samochód. Może cię zawieźć, gdzie będziesz chciała.- odłożył gazetę na stół i dopił kawę, która pewnie zdążyła ostygnąć.
-Mówimy o Cody'm, który śpi, gdy wychodzę ze szkoły oraz gdy z niej wracam?- zażartowałam.- Zastanawiam się, czy on kiedyś wstał z łóżka. Widziałeś go w tym tygodniu na nogach? Bo ja nie.- zapytałam radośnie.
-Koniec rozmowy. Zabierz swoje rzeczy, bo zaraz wyjeżdżamy. Wiesz, że i tak dopóki mieszkasz w moim domu, nie będziesz jeździła samochodem.- zakończył. Nie było co dyskutować dalej. Wstałam od stołu i wróciłam na górę. Zahaczyłam o łazienkę i dokładnie umyłam zęby. Później zabrałam z pokoju plecak oraz makietę na lekcję ekonomii. Znowu musiałam zejść po schodach. W salonie siedziała mama. Wyglądała na zaskoczoną widokiem.
-Już wam zadają jakieś projekty? Dopiero cztery tygodnie po wakacjach. Nie maja litości.- odparła niezadowolona.
-Jestem w ostatniej klasie. Mam sporo nauki, a nauczyciele muszą zrealizować materiał. Lepiej jak od początku dadzą nam coś do roboty. Przynajmniej nie marnujemy czasu.- przerwał mi głos klaksonu dobiegający z zewnątrz. Odłożyłam wszystko na kanapę i wyszłam na ganek. Pod domem stał samochód, a w nim siedzieli Diego i Maggie.
-Dzisiaj jadę z tatą. Nie czekajcie na mnie.- poinformowałam przyjaciół. Chłopak zrobił smutną minę i bez zbędnych słów odjechał. Wróciłam do środka. Mama krzątała się po pokoju i szykowała do pracy, a tata męczył się przy lustrze. Skróciłam jego cierpienia i zawiązałam mu niesforny krawat. Zabraliśmy moje rzeczy, pożegnaliśmy się i poszliśmy do garażu. Kazał mi wszystko położyć na tylnych siedzeniach. Tak też zrobiłam. Potem usiadłam obok niego i wyjechaliśmy. Automatycznie włączyło się radio. Ustawiłam stację z porannymi wiadomościami.
-Posłuchaj. Nie wiem, o której dzisiaj wrócę. Pewnie po 17 razem z mamą. Gdy wrócisz ze szkoły odrób dokładnie lekcje i przypilnuj brata. Tydzień temu obiecał, że skosi trawnik, a do dziś nie widzę, żeby to zrobił.- nakazał.
-Oczywiście.- szkoła była niedaleko i właśnie pod nią podjechaliśmy. Wyszłam z samochodu i zabrałam potrzebne na dzisiaj rzeczy z tyłu. Tata otworzył okno od strony pasażera i wyjrzał przez nie.
-Diego nie dowiózłby tego w jednym kawałku. Miłego dnia.- po tych słowach odjechał. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę wejścia. Starałam się donieść makietę w jednym kawałku, więc musiałam uważać, bo większość osób tego nie robi. Pchnęłam drzwi z biodra i chciałam wejść do budynku, lecz napotkałam przeszkodę. Wpadłam prosto na jakiegoś ucznia i upuściłam wszystko na ziemię. Szybko przyklękłam, ale chłopak już zbierał moje rzeczy. Niestety makieta nie wyglądała dobrze. Poodklejało się kilka przedmiotów i pękła podstawa.
-Bardzo cię przepraszam.- usłyszałam od bruneta. Nie mogłam powiedzieć, że nic się nie stało. Projekt zaliczam zaraz na drugiej lekcji. Nie pokażę TEGO.- Mogę ci pomóc w naprawie. Przecież to moja wina.- zaoferował.
-Za chwilę zadzwoni dzwonek, nie zdążymy tego skleić.- byłam zaniepokojona. Pewnie brzmiałam jak histeryczka.
-Kto powiedział, że musimy iść na pierwszą lekcję? Poświęcimy te 45 minut w celach naukowych.- powiedział ze śmiechem. Dla mnie to nie było zabawne. Jedyne czego teraz potrzebowałam to wagary.
-Nie ma mowy. Nie opuszczę lekcji.- powiedziałam zdecydowanie, a mu zszedł uśmiech z twarzy.- Najwyżej poproszę o przesunięcie prezentacji na kolejną lekcję, albo pójdę z TYM.- wskazałam na zniszczoną makietę.
-Wątpię, żeby nauczyciel się zgodził. No i nie zepsuję ci prezentacji. Pozwól, że sam urwę się z lekcji i się tym zajmę.- odebrał ode mnie przedmiot.- Przyjdź na przerwie pod automat z kawą obok stołówki.- poinformował mnie.
-Sama nie wiem.- nie brzmiał przekonująco. Nawet go nie znam i nie wiem co ma zamiar zrobić. Może kłamać.
-Zaufaj mi.- powiedział to tak spokojnie, że nie potrafiłam odpowiedzieć. Nagle wszystkie obawy minęły. Tak jakby wypowiedział jakieś zaklęcie. Przytaknęłam mu. Zadzwonił dzwonek, więc zostawiłam go i pobiegłam pod salę.
-Co to jest: ropucha i sto żabek?- Diego właśnie opowiadał dowcip, tak jak miał w zwyczaju przed pierwszą lekcją.- Teściowa wieszająca pranie.- wyszczerzył zęby i czekał na reakcję. Razem z Maggie zaczęłyśmy się śmiać.
-Powiedz tak przyszłej teściowej. Będzie zadowolona.- pokazała mu uniesionego kciuka dziewczyna.- Evelin, jak się jechało z tatusiem?- skierowała to do mnie. Nie lubi sama jeździć, bo nie ma się z kim kłócić o miejsce z przodu.
-Normalnie. Dowiózł mnie bezpiecznie, jak sami widzicie.- wskazałam na siebie. Diego zmierzył mnie wzrokiem.
-Nie będę ukrywał, że jako wasz osobisty szofer czuje się urażony. Oczywiście nikogo to nie obchodzi.- wtrącił się.
-Obchodzi. Spokojnie, zabiorę się z tobą po szkole, skoro tak się stęskniłeś.- złapałam go za policzek.
-Evelin! Masz naszą makietę? Dzisiaj trzeba zaprezentować projekt na lekcji ekonomii. Proszę, powiedz, że nie zapomniałaś.- wykrzyknęła nagle dziewczyna. Złożyła nawet ręce, gotowa do modlitwy.
-Właśnie. Wzięłam ją i dowiozłam, ale w drzwiach wpadłam na jakiegoś chłopaka i trochę się uszkodziła. Powiedział, że ją naprawi i mam przyjść po nią na przerwie. Przepraszam, nie zauważyłam go.- wytłumaczyłam się szybko.
-Ej, ale spokojnie. Najwyżej pójdziecie na żywioł. A gdyby ten chłopak nagle zniknął z powierzchni ziemi czy ukradł ten cenny przedmiot, to możecie na mnie liczyć. Zrobię wam makietę z przyporów szkolnych. O ile macie piórniki, bo ja czymś takim nie dysponuję.- starał się nas pocieszyć w ten swój zabawny i zazwyczaj niedziałający sposób.
-Poczekajmy do przerwy. Może to całkiem porządny facet i naprawi to, co zepsuł. Dajmy mu szansę.- powiedziałam.
-Widzisz, wykorzystywanie chłopaków nie jest takie złe, jak myślałaś. Na przykład Diego jest ciągle przez nas wykorzystywany i nie widzę, żeby było mu jakoś bardzo przykro z tego powodu.- odparła z uśmiechem Maggie.
-Nie wiedziałem, że tak to widzicie. Już się z wami nie przyjaźnię. Od teraz, będziecie wszędzie docierały pieszo i bez mojego towarzystwa. Same do tego doprowadziłyście.- pewnie miało to zabrzmieć groźnie, ale nie wyszło.
-Chłopie, mam ci przypomnieć, że w swojej klasie nie masz znajomych? Tylko my z tobą spędzamy czas.- droczyła się z nim Maggie. Chłopak wystawił jej język, po czym uśmiechnął się i zadowolony poszedł pod swoją salę.

Lekcja trwała w najlepsze, a ja nie mogłam się skupić. Boję się, że ten chłopak się nie wywiąże. Jeśli dostanę złą ocenę, tata zrobi mi awanturę i dostanę szlaban na cały tydzień. Spędziłam sporo czasu nad tą przeklętą makietą.
-Evelin.- wyszeptała Maggie siedząca w rzędzie obok.- O czym ty tak myślisz, co?- zapytała.
-O niczym ważnym, serio.-powiedziałam.- Nie rozmawiajmy, bo jeszcze pani nas usłyszy.- pouczyłam ją szybko.
-Dobra, dobra. Pewnie chodzi o projekt. Pani zrozumie, gdy pokażemy jej pozostałości makiety. Spotkamy się po szkole i ją naprawimy.- uśmiechnęła się, a ja to odwzajemniłam. Chyba miała rację. Za bardzo się wszystkim przejmuję. Chciałabym wyluzować tak jak ona, ale od zawsze jestem taka i nie ma szans na zmianę.
-Maggie McLevis, jeśli zaraz nie schowasz telefonu do torby, zabiorę ci go.- upomniała przyjaciółkę nauczycielka. Dziewczyna zburaczała natychmiast i wykonała polecenie. Widziałam po jej wyrazie twarzy, że było jej głupio. Wróciłam do słuchania wykładu i zaczęłam zapisywać kilka ważnych uwag. Na przerwie udałam się w umówione miejsce sama. Mag wzięła nasze książki i zaniosła je do szafek po drugiej stronie szkoły. Jeśli ten chłopak serio urwał się z zajęć, to powinien być tu przede mną. Zaczęłam się niepokoić. Z nerwów tupałam sobie nogą, odmierzając jednocześnie upływające sekundy czekania. Z oddali dostrzegłam zbliżającego się bruneta.
-Jestem. Jak się podoba? Nie jest chyba tak źle.- podał mi makietę.- Pozwoliłem sobie poprawić kolor elektrowni, żeby wyglądała realniej.- wskazał na mały budynek. Całość prezentowała się bardzo dobrze.
-Dziękuję. Odwaliłeś kawał dobrej roboty.- pochwaliłam go, chociaż nie było to konieczne. Naprawił to, co zepsuł. Nie chciałam wdać się z nim w pogawędkę, więc uśmiechnęłam się i odwróciłam, aby zdążyć odnaleźć Maggie. Nie było to takie trudne, jak myślałam, bo blondynka czekała już pod salą z naszymi książkami od ekonomii.
-Ej, to wygląda nieźle! Jeżeli nie dostaniemy 5, to nie wiem co ta baba ma w głowie. Tym bardziej, że reszta klasy się nie postarała.- wskazała głową inne makiety.- Patrz, Diego idzie. Ponoć się obraził, a już z daleka się do nas szczerzy. Nie nadążam za nim.- chłopak uśmiechnął się i minął nas.- Wiesz co, on chyba serio nie ma innych znajomych.- wróciła do tamtego tematu. Było w tym trochę prawdy, bo on wolny czas spędza w domu albo z nami.
-Znamy go już kilka lat, a nie widziałam go z kumplami. To przykre, bo fajny z niego chłopak.- stwierdziłam.
-Może to przez te jego żarty? Większość nie jest śmieszna, a gdy mu o tym powiesz, to się obraża.- odparła.
-Nie mów tak. To nasz przyjaciel i nie powinnyśmy go obrażać ani obgadywać. Trochę kultury.- pouczyłam ją po raz kolejny tego dnia. Magie tylko przewróciła oczami. Pewnie miała już mnie dość. Nie dziwię jej się za bardzo.

Wybiegłam ze szkoły jak poparzona. Musiałam zająć miejsce z przodu, zanim wróci moja przyjaciółka. Diego czekał w samochodzie przed wyjściem. Dosłownie wskoczyłam do auta. Szybko zapięłam pas bezpieczeństwa.
-Nie zgadniesz co się stało! Pani wzięła nas na pierwszy ogień z projektem i tak jej się spodobało, że postawiła nam 5+ i postawiła makietę w sali, żeby inni mogli ją oglądać. Dostałyśmy najlepszą ocenę!- byłam podekscytowana.
-No to pięknie. Powiedz mi jeszcze, gdzie jest blondyna i o nic więcej nie pytam.- widocznie mu się śpieszyło.
-Poszła po zeszyt z matematyki, bo zapomniała o zadaniu domowym na jutro. Trochę tego było, więc nie zdążyłaby spisać na przerwie. Z chwilę powinna wrócić.- przytaknął mi. Po chwili Maggie dołączyła do nas i ruszyliśmy.
-A teraz mały suchar. Co oznacza skrót S.Z.K.O.Ł.A.? Specjalny Zakład Karno-Opiekuńczy Łączący Analfabetów.- wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Nie wiem, jak on to robił, ale znał wszystkie kawały, suchary i żarciki, jakie istniały na świecie.- Dziewczyny, kiedy zbiórka na paliwo?- zapytał. Maggie nadal się śmiała.- Blondyna, ja nie żartuję. Paliwo nam się kończy.-powiedział poważnie. Dziewczyna uspokoiła się.
-A ile jeszcze pojeździmy? Bo wiesz, musiałabym skoczyć do bankomatu, a dzisiaj nie mam czasu.- odparła.
-Myślę, że dwa dnie pojeździmy. Nie zatrzymamy się pod waszymi domami, tylko wysiądziemy u mnie.- stwierdził.
-No i właśnie za dwa dni otrzymasz pieniądze.- powiedziała Mag. Zawsze robi wszystko na ostatnią chwilę. Na miejscu pożegnaliśmy się i każdy ruszył w swoją stronę. Po drodze wyciągnęłam klucze, żeby szybciej otworzyć drzwi. Wchodząc, położyłam je na komodzie. Wbiegłam po schodach na górę i kilka razy zapukałam do brata.
- Co jest?- zapytał zaspanym głosem, wyłaniając głowę zza drzwi. Na sobie miał nadal spodnie od piżam.
-Widziałeś nasz trawnik? Ponoć już tydzień go kosisz. Szybko się ubierz i pędź po kosiarkę.- rozkazałam mu.
-Chciałbym ci przypomnieć, że jestem starszy. Nie rządź się tak.- uśmiechnął się serdecznie, jak zawsze.
-Rozkaz z góry. Jestem tylko posłańcem.- po tych słowach weszłam do swojego pokoju. Naszykowałam książkę z matematyki i usiadłam z nią na łóżku. Zabrałam się za rozwiązywanie zadań. Większość zrobiłam bez problemów, ale do ostatnich potrzebny mi był kalkulator. Zaczęłam go szukać w torebce, szufladach, ale nic z tego. Cody powinien mieć jakiś u siebie. Podbiegłam do niego i szarpnęłam za klamkę. Pokój był zamknięty, a na zewnątrz słychać było warkot silnika kosiarki. Zbiegłam na dół i szybko znalazłam się na ganku.
-Cody! Cody!!- chłopak miał na uszach słuchawki i mnie nie słyszał. Wczuł się w zadanie, więc postanowiłam mu nie przeszkadzać. Wróciłam do środka. Zamykając drzwi, usłyszałam coś dziwnego Tak jakby jednocześnie zamknęły się jeszcze jedne. Aby to sprawdzić ponownie otworzyłam i zamknęłam te wejściowe. Teraz brzmiały zupełnie inaczej. To pewnie przeciąg. Nie będę się tym zajmowała. Z powrotem udałam się do swojego pokoju. Nie mogłam się powstrzymać i wyjrzałam przez okno. Widok brata, którego kosiarka szarpie w każdą stronę jest bezcenny. Jako 22-letni bezrobotny musi coś robić w domu, bo tata i tak jest o to zły. W jego wieku miał już żonę w ciąży.



~*~


No to mamy 1 rozdział. Mam nadzieję, że  się nie zanudziliście :) Pomału akcja się rozkręci. Zmieniłam bohaterów i fabułę, bo poprzednia przestała mi się podobać i straciła sens. Dziękuję, że wytrwaliście i proszę o komentarze z waszą opinią. Miłego dnia!

sobota, 27 grudnia 2014

INFORMACJA

Nowy START bloga przewidywany na koniec stycznia.


Usunęłam wszystkie rozdziały, bo zagubiłam się w tej historii. Mam nadzieję, że zostaniecie i poczekacie na odnowienie bloga :)

Wyjaśniam, dlaczego tak późno mam zamiar odnowić to wszystko:

*piszę teraz inne FF, więc muszę napisać zakończenie i spisać wszystko na bloggera, żeby później tylko dodawać.

*będę kombinowała z wyglądem tego bloga

*muszę znaleźć nowych bohaterów, kilku usunąć i wymyślić cokolwiek o nich

*trzeba dopracować nowy pomysł i zebrać potrzebne informacje